I don’t do drugs – I am drugs

Jakoś tak się zrobiło niespodziewanie, że jestem nawet szczęśliwa. Bo Patryk, bo wakacje, bo lenistwo, bo książki. Warunkowe przejście na 2 rok mnie jakoś bardzo nie stresuje, pojawiło się tylko postanowienie regularnego chodzenia na zajęcia i nie zasypiania na egzaminy (jezu, durna jestem do kwadratu). Z drugiej strony jak na siebie patrzę to dochodzę do wniosku, że powinna być większa zapora przed takimi pajacami jak ja. Mniej papierologii, mniej tłumaczenia, mniej użerania się.

41e1fca87aa8f281fa3a753aaeefa61c_original

Pogoda się nie psuje, ale spokojnie – wrzesień się kończy, przyjdą nakurwiania deszczem, wiatry, włosy poplątane i mokre, parasol wygięty w każdą stronę wszechświata.

Oczekuję efektów ubocznych tabletek, ale wygląda na to, że nie jest najgorzej. Jedyne co to muszę zacząć uważać na to, co jem i ile jem. No i muszę się ruszać, bo przybyło mi tu i ówdzie. Patryk stwierdził, że on nic nie zauważył. Jemu się niektóre “przybytki” podobają. Cóż, mi też, nie będę udawać, że nie. ;)

43d49bc2-3efb-4893-b751-c9beac8dbc65_original

Od końca września witam warszawskie Brudno. Prywatne mieszkanie, ładne, niedrogie, w ładnej okolicy. Nie sądziłam, że aż tak bardzo będzie mi zależeć na oddaniu do użytku drugiej nitki metra – teraz zależy, bo dojazd na uczelnię byłby tak bardzo ułatwiony. W każdym razie KONIEC PRZYGODY Z AKADEMIKIEM. Ufuf! 8 metrów w kwadracie całe moje <3

Tęsknię. I uczę się ufać. Ale jest ciężko. Tak dużo dziewczyn go otacza. I każda rozłąka tak bardzo martwi. Ale jednak jestem zakochana. Znów to poczułam, ten wywrót w żołądku. Ciekawe jak bardzo będzie ciężko ogarnąć kaca. Jedno, co z jednej strony mnie cieszy, a z drugiej wprowadza w stan głębokiej konsternacji to to, że wszystko potwierdza stwierdzenie, że jestem pierwszą dziewczyną, z którą się nie spieszy, z którą wszystko rozgrywa na spokojnie. Ale tak, jestem szczęśliwa. :)

Heheszki

Wybrnęliśmy. Uf uf.

Zaczyna się. USOS, rejestracje, fakultety, punkty, fakapy jeden za drugim. Informatory punktowo-merytoryczne niedokładne, nieprzemyślane w swojej treści i wprowadzające w błąd raz po raz. Wszyscy w nerwach, czo robić. A za 3 tygodnie zaczynam 2 rok studiów. Tyle się zmieniło. Pamiętam jeszcze ten lekki stres tuż przed wyjazdem do Warszawy, czy na pewno dam radę. Dałam. Jest spoko. :)

Wyjmijcie popcorn i colę – Ina zalicza odpał za odpałem, wohoho

Korzystając z nieobecności Patryka (ja taka dobra – puściłam go na piwo / ja taka zła – chciałam zostać w domu, bo źle się czuję), wyleję to wszystko, co mi się uroiło w tej pogrzanej łepetynie.7213 8817 480

Tak sobie u niego siedzę od kilku dni, uczę się, jem – no ogólnie „bytuję”. I czo? I strasznie dużo czuję, za dużo. Podoba mi się, lubię go, właściwie to można w tym momencie mówić o początkach „czegoś więcej” (ba dum tss, przerażenie, drżenie rąk, popcorn). Problem polega na tym, że wszystko, co mamy, wszystko, co między nami jest, zaczęło się od tego, że poszliśmy do łóżka. Później okazało się, że on jest spoko, ja jestem spoko, razem jesteśmy super spoko i wtedy przyszedł lipiec i namieszał w mojej głowie. A teraz przyszedł wrzesień i namieszał w niej jeszcze bardziej.

Czemu namieszał? Bo, do kurwy (przepraszam), ubzdurało mi się, że skoro ta znajomość nie zaczęła się jakoś bardzo intelektualnie to czy „coś więcej” w tym przypadku jest możliwe? Czy przypadkiem nie pakuję się w kolejny układ bez przyszłości (jeszcze bardziej niż każdy poprzedni)? Czy nie jest tak, że co zaczyna się seksem, żywi się nim i nim się kończy, a wszystko, co jest po drodze jest tylko złudzeniem powstałym w oparach gniecionego prześcieradła?

3222 965a 480

Nie wiem.

Wszystko dałoby się przetrwać, bo kto ma wyjebane temu będzie dane. Problem w tym, że ja przestałam mieć wyjebane i zaczynam się starać. A jak zaczynam się starać to wtedy wszystko się koncertowo pieprzy. I już mi się myli czy jestem mądra czy nie. Zależy mi, a nie jestem w stanie wysondować na jakim poziomie to wszystko jest w tej ładnej głowie, która co noc teraz koło mnie leży i się śmieje. Nie jestem go pewna, nigdy nie byłam i chyba nigdy nie będę.

Ale tak bardzo mnie pociąga. Tak dobrze się z nim czuje. Nie muszę nic udawać, wszystko jest takie jasne. Dawno nie czułam się z nikim tak,, fajnie. A teraz coś zaczyna się psuć, coś zatęchło, a ja nie wiem jak to znaleźć. Co zrobić, kiedy już znajdę to, co się zepsuło i w milczeniu zatruwa okolicę.

Zaczynam się miotać. Nie chcę się miotać. Ale nie wiem jak to opanować.

Może trzeba wszystko zwalić na hormony? Że okres? Że jestem pomylona? Że.. Nie, najchujowszy z chujowych argumentów na tłumaczenie swoich odpałów detected.

Lubię go, coraz bardziej. Czo zrobisz. Nicz nie zrobisz. Może ulżyłoby mi gdybym mu powiedziała jak bardzo go lubię. A może tylko bym wszystko zepsuła. Nie fię, tak bardzo już nie fię.

8471 4536 480
Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Dołącz do 57 obserwujących.

%d bloggers like this: