(Nie)moralność

Jutro wyjazd do Warszawy <3

W domu oficjalnie jestem już wyzbytą jakiejkolwiek przyzwoitości. No bo jak mogłam nie przedstawić swojego chłopaka rodzicom (tylko po to, by mogli go skrytykować, co i tak zrobili, znając tylko jego imię i wieku)? No bo jak tak mogę spokojnie pakować walizkę i do niego jechać na więcej niż 2 dni- co na to jego rodzice? Nie chcę krytykować, nie chcę też mówić, że o ho ho ile to ja mam lat i jaka jestem bardzo dorosła (kto w moim wieku jest, no błagam), ale moja mama przywoziła mojego ojca do swoich rodziców bez pytania, stawiając ich przed faktem dokonanym. Dodam, że nie zostawiłam im do odchowania dziecka będąc jeszcze w liceum. Staram się rozumieć, staram się ogarniać to, że rodzice nie tolerują mojego stylu życia, że jest im on obcy (czy aż tak do końca?), ale kiedy dzień przed wyjazdem zaczynają psuć mi humor to zaczynam się sprzeciwiać. Może nie powinnam, nie wiem. Rozumiem też niewypowiedziane, a bardzo wielkie obawy mojego przyjścia któregoś dnia i wypowiedzenia tego przykrego zdania “Jestem w ciąży”. Tak, tego chyba boją się najbardziej. Nawet bardziej niż tego, że rodzice obcego im faceta będą mnie oglądać przez następne kilkanaście dni. Robię dobrze, robię źle – nie wiem. Ale chyba czas odciąć pępowinę i żyć na własny, moralny rachunek (nawet jeśli słono za niego zapłacę – napiwków nie przewidujemy).

Ale tak, jutro wyjazd do Warszawy. Rzeszów, godzina 11, Dworzec Podmiejski.

You know the answer, I can feel it–Harry Potter

Kiedy w internetach pełno wylewanych na głowę wiader wody, mnie czeka coś mniej karkołomnego. Po raz kolejny (boże, jakże mi miło) ktoś sobie o mnie pomyślał (dokładniej Sonia z Chwil ulotnych) i wraz z dziesiątką innych osób zostałam nominowana do (copy, paste) Liebster Blog Award. Dżemkuję. <3 Wg reguł zabawy powinnam w tym momencie nominować następne 11 człowiekuf. Z racji lenistwa i braku zdecydowania (klasyka mojego życia) nominuję wszystkich i nikogo. Czujcie się zaproszeni do odpowiedzenia pytania w wolnym czasie, pod tym postem, w osobnym poście albo we własnych głowach, bo może ktoś się wstydzi (ah, wy!).

1. Ulubiona zabawa w dzieciństwa ? Gotowanie dziadkowi gołąbków z błota i patrzenie z satysfakcją masochisty, kiedy z uśmiechem na ustach je zjadał. <3
2. Czego nie znosisz ? Brukselki, a tak to długich kolejek w publicznej służbie zdrowia.
3. Co najbardziej cenisz w ludziach ? Szczerość.
4. Co byś zrobił(a) , gdybyś wygrał(a) w lotka ? Zależy ile, ale jeśli byłoby dużo zer to pewnie fajne mieszkanko bym sobie sprawiła.
5. Jaka była najgłupsza rzecz jaką zrobiłeś/zrobiłaś ? W przedszkolu wyplułam do domku dla lalek szpinak zachomikowany w buzi od obiadu.
6. Jaką magiczną moc chciałbyś/chciałabyś posiadać ? Transmutacja, tak. Zawsze chciałam zobaczyć jak to jest być jeden dzień mężczyzną. ;) Albo wombatem.
7. Ulubiony zapach oprócz zapachu perfum ? Zapach świeżo otwartej Nutelli.
8. Jak chciałbyś/chciałabyś  spędzić ostatni dzień życia ? Szlajając się fajnym samochodem, paląc, pijąc i kochając się z jakimś nieprzyzwoicie ładnym panem. Cogito ergo yolo.
9. Przeklinasz ? Bardzo. Za dużo.
10. Czekolada mleczna czy gorzka ? Mleczna <3
11. Pies czy kot ? Pieseł. I grumpy kotek.

To uczucie, kiedy jestę ekshibisionistę – bezcenne. Tego nie kupisz za pieniądze. MasterCard.

6273_1d6e_480

Pieseł podrywacz

W niedzielę do Warszawy. Patryk postawił na swoje i wychodzi na to, że będę miała obstawę od wyjścia z Polskiego Busa do progu jego pokoju. To miłe. No i nie będę musiała sama tachać walizki. Gdzie się podział mój feminizm? Gdzieś go chyba wciągnęło…

Pogoda mnie dobija. Bo kto to widział, żeby w sierpniu była potrzebna łódka, żeby przetransportować się do sklepu po masło i bułki? Inaczej nie da rady. Leje jak z cebra i jest w cholerę zimno. Zdecydowanie się sprzeciwiam. Ktoś chętny do zrobienia protestu w tej sprawie?

Zaczynam już żyć sesją poprawkową. Trochę oblatuje mnie strach, ale tylko wtedy, kiedy pomyślę sobie o tym, ile kasy musiałabym wydać gdybym nie zaliczyła tej podziwaczonej antropologii.

Umówiłam się na oglądanie mieszkania. Tak, koniec z akademikiem. Ostatni rok dał mi trochę popalić, chcę pomieszkać sama i przypomnieć sobie jak to jest, kiedy nie musi się znosić drugiej osoby 24/7. Cena, no cóż, wyższa właściwie dwukrotnie, ale TO NIC. Tego chciałam. A jak czegoś chcę to to dostaję.

Pojechałam ostatnio z bratem do sklepu. Na parkingu stanowczo zażądał dotransportowania się mamy stwierdzając, że on nie da rady znieść nerwowo powrotu, kiedy ja będę siedzieć za kierownicą. Wg jego spostrzeżeń, niebezpiecznie szybko jadę, zakręty pokonuję na jednym boku samochodu, a inne pojazdy wymijam bez zachowania bezpiecznego dystansu. To dziecko ma 9 lat. I WCALE TAK NIE JEŻDŻĘ! Kłamczuch. Ale mama powiedziała, że samochodu na razie już nie pożyczy. Tak to jest, zabrać rodzeństwo do Maka, zapłacić i jeszcze być ukaraną.. Szeroki uśmiech 

f574cce2-2beb-46c1-8538-40beb5d46cf2_original

Wow wow nawet <3

Trololo pajacuję

Ok, lato się skończyło. Stwierdzam jesień, bo deszcz. Pada od rana, nosa mi się nie chce wystawić dalej niż za próg własnego pokoju. Drama button on. Cały dzień przeleżałam słuchając Barbry i nic nie robiąc. W przyszły weekend jadę do Warszawy i cieszy mnie ta perspektywa, która obiecuje zatopienie się w łóżku Patryka, wstawanie o 11 i takie jakby hm szczęście.

036fbf4a-02f4-4dcd-8a25-b66b1fcb0778_gif

Zapomniał wół jak cielęciem był

Od zawsze było spięcie na linii ja-mama. To przykre, bo lepiej byłoby czuć od niej bezpośrednie wsparcie, a nie samą krytykę. Mówi się, że krytyka jest twórcza, ale nie ta, kiedy widzę w oczach mojej mamy.. Właściwie nic nie widzę, bo patrzy na mnie tak, jakbym była kimś obcym.

Jedyne, co zawsze się dla niej liczyło to kontrola. Kontrola podstawą zaufania, którego nigdy nie było. Ani z jej strony, ani z mojej strony. Zawsze musiałam się tłumaczyć, z najmniejszego wyjścia do sklepu robiła wielką sprawę. Jakby myślała, że spowiadając się jej ze wszystkiego uzyska kontrolę nad moim życiem.

Wróciłam do domu po pierwszym roku studiów i miałam tyle do opowiedzenia. Co widziałam, kogo poznałam, z kim się spotykam. Chciałam jej wszystko opowiedzieć, ale jej to nie interesowało. Była zła, że nie uzgodniłam z nią wyjazdu do Kazimierza, późniejszego wyjazdu do Warszawy, tego, że nie chcę mieszkać w akademiku. Była zadowolona, kiedy posprzątałam, kiedy zrobiłam pranie, kiedy mogła spać całe dnie.

Idąc dziś do lekarza po skierowanie na badanie krwi musiałam się wytłumaczyć, dlaczego. Zanim ugryzłam się w język odpowiedziałam, że idę w piątek do ginekologa i chciałam wcześniej zrobić sobie kontrolną morfologię. Pojawiło się słowo na G, najstraszniejsze. Oprócz słowa na C(iąża) i S(eks). Nie odzywała się cały dzień. Zrobiło mi się przykro, nie sądziłam, że można się za coś takiego obrazić.

A wszystko bierze się z tego, że osądza mnie swoją miarką. Bo ona w moim wieku była już matką, mieszkała z moim ojcem i zawalała wszystko po kolei. A na prawdę lepiej by nam się żyło gdybyśmy ze sobą rozmawiały – gdybym mogła jej powiedzieć, że jestem szczęśliwa, że wszystko się układa, gdybym nie musiała robić takiego sekretu z tabletek anty po które idę, gdybym nie musiała się tak bardzo starać, żeby mnie jakkolwiek doceniła. Nie chce mi się już starać. Nie mam ochoty.

I w całym swoim szczęściu – posmutniałam. A przecież 300 kilometrów dalej jest człowiek, który na mnie czeka, jest ładna pogoda, jestem młoda. Tak, smutnieję siedząc w domu.

Chcę już wracać do Warszawy. Nie chcę tu dłużej być. Nie chcę być smutna.

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 57 other followers

%d bloggers like this: