A tymczasem w listopadzie…

Byliśmy na Igrzyskach w piątek. “Imieninowy prezent”. A później zaplanowaliśmy sylwestra. I w międzyczasie byliśmy z jego znajomymi na piwie. I było tak po prostu fajnie. Bez komplikacji.

I nawet słońce wyszło i zaświeciło. <3

10350538_721061231284876_5779846773539333728_n

Wracając do punktu wyjścia

Co za ponury absurd… Żeby o życiu decydować za młodu, kiedy jest się kretynem?

Stwierdzam, że nie jestem już zainteresowana tym, co studiuję. Przybiło mnie życie. Prawdę mówiąc – kroatystyka przestała mnie interesować pół roku po rozpoczęciu pierwszego roku. Witaj, “dorosłe życie”. Wstaję co rano po to, by spędzić dzień w miejscu, którego nie lubię, z ludźmi, których ciężko mi znieść, robiąc rzeczy, które mnie nudzą. Czy taki człowiek jak ja, któremu nudzi się jedno miejsce jeśli posiedzi w nim chwilę dłużej, może normalnie funkcjonować? Czy mogę znaleźć coś, co zatrzyma mnie na dłużej i do czego nie będę musiała się zmuszać?

Chyba znów jestem smutna. Wracamy do stanu sprzed roku. Dzień dobry.

1990_ee3c_480

Żółć mnie dziś zalała przez 40 minut

Przystojni mężczyźni są mili dla oka i zawsze mówimy, że “takiego faceta mogłabym mieć”. Ale jest w nich coś niepokojącego, zawsze. Bo przystojny facet zawsze będzie miał “coś” – i niekoniecznie to “coś” będzie nas cieszyć. Bo albo będzie wciągał nas w swój niebezpieczny tryb życia, albo będzie nas wciągał w swoje nałogi, albo okaże się kompletnym dupkiem niewartym swojej urody, albo po czasie okaże się, że pod pewną siebie miną siedzi niepewny siebie chłopiec, który będzie zazdrosny o wszystko, co ma jakikolwiek związek z Tobą. I tylko szlag człowieka trafia jak się tłumaczy po raz setny z tego samego, żeby ten chłopiec zrozumiał, bo ILE MOŻNA O JEDNYM?!

A z drugiej strony skręca trochę smutek, że osoba, którą się kocha tak jawnie nie ufa. I pojawia się pytanie czy skoro nie ufa to czy może prawdziwie kochać.

Chujowa Pani Domu #1

Odkrywam coś więcej niż kukurydze i groszek w puszce. Dziś, po długim poszukiwaniu, kupiłam ciecierzycę. Głównie do TEGO przepisu, ale też po to, by zobaczyć jak wygląda ta roślina. Przyznaję, sama w sobie ani nie pachnie zachwycająco, ani nie prezentuje się zachwycająco, ale zarumieniona na patelni, ze szpinakiem, pomidorem i piersią z kurczaka (przepis został zamieniony z wersji wegańskiej na mięsożerną) – YUMMY!

Zdjęcie jest ze strony z przepisem, ale potwierdzam – po wrzuceniu wszystkiego na patelnię i przyrządzeniu, jedzonko faktycznie tak wygląda <3 (+pomidor +kurczak) Polecam :D

jedzonko 

Chyba zanosi się na większe gotowanie, bo stworzyłam osobną kategorię dla tego, co będę jeść…

W kilku punktach o studiach

Rok akademicki się rozpędził, a ja odkryłam nową rozrywkę – obserwowanie pierwszego roku oraz konfrontowanie tych obserwacji z tym, co słyszę i co pamiętam ze swojego pierwszego roku. Bo studia – wow wow!

 

1. Złudzeń cała masa. W liceum nauczyciele powtarzali, że na studiach jest inaczej, że do prowadzących mówi się “panie/pani profesorze/profesor”, że skończy się noszenie piórnika i sterty zeszytów, że kserówki i latające kartki ze skoroszytu. No więc nie. Studia to ulepszone towarzysko liceum z większą ilością możliwości zaliczenia roku, semestru czy pojedynczych nieobecności. Studia to mówienie do prowadzącego “proszę Pana/Pani”. Co do piórników i latających kartek nie koniecznie muszę się zgodzić, bo nie ma nic lepszego niż notatki w jednym miejscu (to samo tyczy się długopisów). Na kserówki polecam wyznaczyć specjalny budżet.

10354167_648368365257423_5136704130097192567_n

 

2. Studia są bezpłatne. Bezpłatnie możecie odebrać kalendarz uniwersytecki w kanciapie samorządu albo opierdol w sekretariacie. Pamiętajcie, że za zmarnowane żetony zapłacicie. Za niedobór punktów przy rozliczeniu zapłacicie. Jeśli jesteście ambitniejsi niż przewiduje uczelnia – zapłacicie za nadwyżkę punktów. Nie wiem jak inne uczelnie, ale UW preferuje opłatę “1 punkt – 100 zł”. Smocze monety uciekają z portfela, a wy na koniec miesiąca jecie chleb smarowany nożem. Pomijam już opłaty za warunek, bo tego można uniknąć PO PROSTU SIĘ UCZĄC. Ale nawet za głupią legitymację trzeba zapłacić. Później zostaje już tylko piśiąt groszy…

2551_bf1d_480

3. Jesteśmy już dorosłymi, poważnymi ludźmi. Nic bardziej mylnego. Dopiero wyszliście z liceum (w tym momencie pomijam przypadki “wiecznego studenta” oraz “studenta, który już ma za sobą doświadczenie z uczelnią”) i nie, nie jesteście dorośli. Najzabawniejsze osoby w tym punkcie to te, które porzucają 1 października trampki i wskakują w szpilki/ koszulkę z kolorowym nadrukiem na stonowany sweter w romby, bo myślą, że tak trzeba, bo to uniwersytet. Nope. To po prostu śmiesznie wygląda, kiedy sala jest pełna takich “ważniaków”, a zajęcia prowadzi doktor, człowiek oświecony, w różowych rurkach i koszulce z napisem “Sex, drugs and rock’n’roll”.

7701_700b_480 

4. Party all the time. Jeden z wykładowców powiedział nam kiedyś, że trochę nam współczuje, bo siedzimy całe dni na uczelni, jak wracamy do siebie to się uczymy albo po prostu śpimy albo od razu lecimy do pracy albo na wyzysk zwany stażem. Za jego czasu uczyło się tylko w czasie sesji, a reszta roku była spokojna, ludzie się bawili, nie pili szybko piwa tylko dlatego, że na jutro jest zadane 400 stron do przeczytania i przeanalizowania. Więc nie, nie będziecie wiecznie imprezować. To znaczy – da się. Kosztem warunku (bo nie będzie czasu na naukę) i kosztem zdrowia (nikomu jeszcze na dobre nie wyszło picie 3 dni pod rząd, serio).

tumblr_n8hcko8OnV1rb1oibo1_500

5. A po studiach.. nie znajdziecie od razu pracy, a przynajmniej nie w zawodzie, do którego tak pilnie się przygotowywaliście 3 lub 5 lat. Będziecie za to mieli kredyt studencki (a przynajmniej duża część absolwentów), w pewnym stopniu zniszczoną wątrobę (jeśli nie przez rzekę alkoholu to przez kiepskie odżywianie się – na zmianę nawyków żywieniowych polecam akcję #cojestudent autorstwa Jaskiera) oraz…

tumblr_n8b3e7dM5m1t1prrio1_500

6. CAŁĄ MASĘ ZAWALISTYCH WSPOMNIEŃ – pod warunkiem, że nie zahibernujecie się w mieszkaniu i nie będziecie choć trochę nastawieni na poznawanie innych. Jestem na drugim roku, pierwszy bywał różny, ale wyszłam z niego z jakimś tam doświadczeniem, z nowymi znajomymi, z nowymi nawykami, z nowym spojrzeniem na świat, z osobą, którą kocham (nie to, żebym się nie chwaliła w każdym poście, po prostu jestem dumna ze swojego chłopaka i poniekąd z siebie, że dajemy razem radę), z kaktusem Mańkiem, który zmarł śmiercią tragiczną spadając z 3 piętra akademika, z dinozaurem z przypinkami, ze spotkaniami z Greenpeacem (nawet jeśli były nudne, nieproduktywne, a ja po prostu siedziałam – nigdy nie poznalibyśmy się z Patrykiem), z uczelnianą bluzą (która kosztowała mnie majątek, ale jest mega ciepła) i z tymi wszystkimi rzeczami, osobami i wydarzeniami, które są gdzieś tam, przede mną.

036fbf4a-02f4-4dcd-8a25-b66b1fcb0778_gif

Idę jeść. W menu biedaczełe dziś na kolację przewidziana jest herbata z cukrem i jogurt. Może nawet coś trochę schudnę… :D

Związkowe paranoje

Pierwsze fochy za nami. Dziękuję, poziom „mam na Ciebie wyjebane” w pewnych momentach był niepokojący i ja, ze swoimi paranojami, przewidywałam w głowie „przerwy” czy rozstania (jakby to nie było to samo…). Na szczęście żadne z powyższych nie nastąpiło, ogarniamy sposoby uspokajania się i doprowadzania fochów do stanu, w którym dochodzimy do porozumienia.

Mój nastrój na dziś to Grumpy Cat zmieszany z różową bańką zakochania. NO BO ILE MOŻNA PATRZEĆ SOBIE W OCZY I TRZYMAĆ SIĘ ZA ŁAPKI?! :>

152035-3f3037475d1126a8650919b6f7d9bf54

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Dołącz do 61 obserwujących.

%d bloggers like this: