Związkowe paranoje

Pierwsze fochy za nami. Dziękuję, poziom „mam na Ciebie wyjebane” w pewnych momentach był niepokojący i ja, ze swoimi paranojami, przewidywałam w głowie „przerwy” czy rozstania (jakby to nie było to samo…). Na szczęście żadne z powyższych nie nastąpiło, ogarniamy sposoby uspokajania się i doprowadzania fochów do stanu, w którym dochodzimy do porozumienia.

Mój nastrój na dziś to Grumpy Cat zmieszany z różową bańką zakochania. NO BO ILE MOŻNA PATRZEĆ SOBIE W OCZY I TRZYMAĆ SIĘ ZA ŁAPKI?! :>

152035-3f3037475d1126a8650919b6f7d9bf54

10-13 października

Kocham Cię. Tak, czekałam na te dwa słowa. I się doczekałam. Radość była, seks był, było też jedzenie i nie spanie do późna. Granie w gry, śmiech i zaspane “dzień dobry” zza kubka z kawą.

Ktoś tu emanuje szczęściem (tak, to ja) <3

4309_3b9f_480 A później musiałam iść na zajęcia. I już drugi rok stwierdzam, że lektorat to jedyne, co na tym kierunku jest ciekawe i na co idę z prawdziwą przyjemnością. Reszta me ne zanima, że tak się wyrażę swoim łamanym chorwackim.

0ff447dd500085cea18b7e5ec97fd305_original

Wyglądam przez okno i rano widzę nieprzeniknioną mgłę. W południe widzę Park Bródnowski i bloki po przeciwnej stronie ulicy. Wieczorem widzę oświetloną ulicę Kondratowicza i słyszę przejeżdżające samochody. Zapraszam na kebab jeśli macie blisko. Na wino też zapraszam. Bródno Podgrodzie, moja dzielnica. Zapraszam nawet z piesełem!

10685372_702108963211551_3884917769012603156_n

Biedaczełe na żądanie

Chwilę mnie nie było. Porwały mnie studia, porwał mnie chłopak, porwało mnie łóżko.

Bo ostatnio jest bardziej niż intensywnie. Biegam od mieszkania do uczelni, od uczelni do Patryka, od Patryka do mieszkania. I tak codziennie. I nie powiem, padam wieczorem ze zmęczenia, ale to jest takie zmęczenie, że praktycznie wcale go nie czuć. Jestem po prostu szczęśliwa. Czasem się zawieszę, czasem nie mam humoru jak coś mi się nie udaje, ale bilans na koniec dnia jest pozytywny, na plusie i z narysowanymi dookoła kwiatkami.

Piszę jak pomylona. Taka ostatnio jestem. Jedyne, co sprowadziło mnie trochę na ziemię to opłata za warunek. I następna opłata – za brakujące punkty ECTS. UW – dziękuję za bezpłatne studia! <3 Warunek spoko, zajebałam z własnej winy, ale te punkty mnie przerosły. W skali 60 pozostałych, które musiałam wyrobić, te brakujące 3 są jak kropla w morzu biurokracji. Ale cóż, zapłaciłam.

Będzie dobrze. Musi być. :)6e181636-118f-4c11-a6cf-d6a27d023346_original

1 października

Tak, jestem zakochana. I tak, spędziliśmy ostatnie dwa dni razem. I tak (po raz trzeci), jestem szczęśliwa. Tylko jakoś nie mogę się ogarnąć i powiedzieć, że kocham. Bo to jest coś w stylu “ba dum tsss, oczywistość została stwierdzona”.

Tak ogólnie to wszystkim studentom miłego 1 października. Zaczynamy. Odjazd. Tu-tu! Podania o warunek i przeniesienie punktów złożone, program został zgłoszony do rozliczenia. Jestem na drugim roku studiów. Dziś tylko wf.

1572_a552_480

Co się dzieje na UW…

Walka w sekretariacie trwa. Rozliczenie programu – te straszne słowa wiszące nad całą kolejką zdenerwowanych studentów. My, młodzież kształcąca się w dużym ośrodku, ze stertą podań do rozpatrzenia, z pomiętymi kartami egzaminacyjnymi, z indeksami, z prośbami, z pytaniami. Telefony dzwonią, wykładowcy wchodzą “na szybko” do sekretariatu i “tylko na sekundkę”. A sekretariat otwarty tylko przez 3 godziny. I student się złości, i martwi, że nie zdąży wejść, że nie załatwi na czas.

Nauczka przed 2 rokiem – wszystkie sprawy załatwiać wcześniej. Nie na ostatnią chwilę!

Ciasto Kubuś z masą śmietanową i galaretką

ina3b:

Mój target na poniedziałek. Kuchnia moja!

Originally posted on POTRAVEL:

Przez ostatnich kilka miesięcy blog lekko zaniedbany, ale wróciła mi wena i mam chwilkę na zabawy w kuchni. Obiecuję ruszyć tył…ek i regularnie pisać posty.

Przepis na ciasto Kubuś znalazłam na blogu Smakołyki Bereniki. Oczywiście kobitka ma przepiękne zdjęcia od których nie można oderwać wzroku. Zadziałały na mnie tak, że wpisałam na listę do zrobienia , ale nie mogłam wytrzymać i po 10 minutach pojechałam do sklepu po wszystkie składniki. Muszę przyznać , że przepis nie wymaga umiejętności szefa kuchni. W przygotowaniach pomagała mi córa, która z największą przyjemnością oblizywała wszystkie łyżki :) Przygotowanie zajmuje ciut więcej niż godzinkę przez wzgląd na czas chłodzenia mas. Efekt końcowy: Kurczę! pyszne! ciekawa byłam przeogromnie budyniu kubusiowego, wyszedł zaskakująco dobry. Idealny deser na upalne dni. Polecam. 

View original 238 słów więcej

Do zobaczenia w kinie!

https://www.youtube.com/watch?v=vayvclaD3go

Czekam! Bardzo. Zapowiada się dobrze. No i Stuhr&Stuhr. Mam duże nadzieje. Do zobaczenia w kinie!

Zrzut ekranu 2014-09-18 09.35.50

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Dołącz do 61 obserwujących.

%d bloggers like this: