Podsumowanie tygodnia

Ostatni tydzień był całkiem pracowity. Książki i filmy na seminarium magisterskie, ale i decyzja o tym, o czym dokładniej chcę pisać. Po promotorze, którego miałam przy pisaniu licencjatu – obecny jest wymagający i bardzo zaangażowany. Czasem mam wrażenie, że bardziej mu zależy na tym, żebyśmy skończyli te studia niż nam.

Co poza tym? Spadł śnieg, zaczął się grudzień i nareszcie miałam wymówkę, żeby ubrać poduszki w poszewki z pingwinem i łosiem w mikołajowych czapkach. Myślę powoli o podsumowaniu roku, chyba zacznę je powoli pisać, żeby było dopracowane, ponieważ chciałabym się nim z Wami podzielić.

3849_8074.jpeg

Odliczam dni do wolnego. W tym roku to 3 tygodnie odpoczynku od uczelni. Na święta jadę do domu – jakżeby inaczej! Później przyjeżdża po mnie Patryk i wrócimy razem do Warszawy. Cieszę się na ten wspólny czas, bo cały grudzień będzie w pracy i będziemy się mijać.

Wczoraj wypłynął grząski temat – zaręczyny. Powiedziałam coś, co trochę mnie zdziwiło, a trochę nie (zdecydowanie nie jest moją silną stroną). Na pytanie, co bym odpowiedziała stwierdziłam, że nie wiem. Ci, którzy czytali mnie na początku roku wiedzą (albo i nie, może komuś umknęło), że był czas, w którym miałam duże parcie na pierścionek. Not anymore, apparently. Czuję się bezpiecznie w tym układzie „dziewczyna-chłopak, wspólne mieszkanie, niby zobowiązania, ale nie potwierdzone prawnie”. Nie zrozumcie mnie źle – kocham Patryka do bólu, jest moją ulubioną osobą, ale w tym roku się przetestowaliśmy i nie ufam nam jako parze tak do końca. Wiem, że mam w nim partnera, ale jednocześnie czuję jakbym nie do końca go miała. Popieprzone, ale tak się czuję.

5366_a071.jpeg

A co do mojego samopoczucia to jest lepiej. Wydaje mi się, że odzyskuję chociaż podstawy spokoju. Co prawda są dni, kiedy chcę uciec i być niewidzialna. Są dni, w których czuję się sama, tak przytłaczająco sama. Są też dni, w których nie mam siły wyjść z łóżka. Czasem nie chodzę na zajęcia, bo czuję się ze sobą na tyle niepewnie, że nie chcę sobie dokładać jeszcze kontaktu z innymi.

6575_4f38.jpeg

Prezenty

Patryk zrobił mi wcześniejszy prezent na święta i kupił mi telefon! Muszę przyznać, że jestem zachwycona jego szybkością. Koniec z wolnym, zacinającym się LG. Czas na nową Xperię!

Black madness

Mam szczerą nadzieję, że z okazji black friday więcej osób będzie chciało spędzić popołudnie na szaleńczych zakupach niż w komunikacji miejskiej. Może będzie szansa na miejsce siedzące dla młodzieży studiującej😉

Krowa robi MUUUU

Na dzisiejszym warsztacie redaktora dowiedziałam się jak wygląda hieroglif odpowiadający krowie, przewróconej krowie oraz martwiej krowie.

Zapraszam na slawistykę, dowiecie się wszystkiego oprócz tego, czego faktycznie powinniście się dowiedzieć.

Still falling for you

Obejrzałam (już jakiś czas temu) najnowszą część Bridget Jones – moja kochana spinsterka z wałeczkiem. Nieokrzesana Jones 10 lat później.

Czy mogę zacząć od tego, że filmy o Bridget dają mi to samo szczęście jak Nigdy w życiu ze Stenką – ten rodzaj nadziei i optymizmu? Tak więc czekałam na ten kop szczęścia bardzo niecierpliwie. Jest! Odpalam, wyciągam chrupki i wino i oddaję się w pełni Bridget i jej popapranemu życiu.

Nie będę się rozwodzić nad fabułą – jak zawsze była tak samo szalona jak przewidywalna (bo przecież było wiadomo, że Pan Darcy i Bridget to end game tej historii). Nie będę też oddawać się krytyce Renee Zellweger – że niby nie przypomina już siebie i te wszystkie pierdoły. Nie będę też opowiadać o tym, że Colin Firth z siwizną jest jeszcze bardziej smexy niż Colin Firth bez siwizny ani o tym jak bardzo podobało mi się to zanurzenie Bridget w kulturze popularnej XXI wieku (KOCHAM).

Bridget Jones 3 to dla mnie przede wszystkim zakończenie. Kończy ze wszystkim, czego pragnęła. Ma przyjaciół, Pana Darcy, dziecko i piękne, pełne życie.

A ten, kto dał na koniec tego filmu Still falling for you Ellie Goulding jest geniuszem i jednocześnie zasługuje na karę chłosty szczeniaczkiem. Płakałam jak bóbr.

Mam nadzieję, że kiedyś ja też będę taką Bridget Jones. Że moja historia to nie tylko to, co teraz, ale przede wszystkim to, co dopiero będzie🙂

bridget-jones-wedding-3.jpg

Wizyta w domu w 3 punktach

  1. Mój mały brat przestał być już taki mały – nie wierzy w Mikołaja i z pełną świadomością zażyczył sobie wypasioną poduchę pod choinkę. What a shocker!
  2. Rodzice spłacili kredyt i w domu przelewają się pieniądze. Dawno tak nie było, oj dawno…
  3. Mój dziadek, ten dziadek, który zawsze mnie wspierał i motywował. Dziadek, który zawsze mówił o tym, że mam żyć tak, żeby było mi dobrze. Dziadek, który wydawał się zawsze miły i dobroduszny. W trakcie tej wizyty powiedział mi wiele gorzkich słów, sprawił, że miałam ochotę uciekać, uciekać, uciekać. Sprawił, że poczułam się tak, jakbym była mordercą, złoczyńcą i nie wiadomo kim jeszcze – dlatego, że mieszkam z Patrykiem bez ślubu. W ciągu 3 dni zranił mnie niejednokrotnie i na tyle, że mam ochotę pojechać do niego nie za miesiąc, na święta, ale za jakiś dłuższy czas…

A tak to jestem znów chora. I znów chyba nie pójdę na zajęcia…