It’s been a long comeback. Things were pretty dark for me.

Gdybym miała opisać jak spędziłam bez Was ostatni rok to powiedziałabym, że były to momenty bardziej lub mniej warte zapamiętania. Działa się ciemność, działo się zło i szaleństwo. Niektórzy posrali się z wściekłości, niektórzy wymiotowali zdziwieniem. Ja natomiast dałam się ponieść temu, co przygotowało dla mnie życie i mimo tego, że w większości przypadków stwierdzałam, że karma to suka, a ja odrabiam za grzechy nie tylko swoje, ale każdej znanej mi osoby to wyszłam z ostatniego roku silniejsza.

Tak, wracam i zamierzam opowiadać Wam wszystko, co się u mnie dzieje.

Ina3b wróciła z garścią anegdot i życiową ironią. Wiele łez się przelało i wiele smarków się wysmarkało, ale było warto. Dobrze jest się zrozumieć. Dobrze jest spojrzeć na siebie z dystansu. Dobrze jest stwierdzić, że fajnie jest być sobą. Dawno tak nie było. Ale w chwili, kiedy wszystko do mnie dotarło, uderzyło jak powódź w latach 90-tych wiedziałam, że chcę tu wrócić. Bo prawdziwa ja nie istniała bez tego miejsca.

Reklamy

Niech ktoś zatrzyma wreszcie świat.

Chciałabym poczuć powiew świeżości w moim życiu, ale jak na razie jedyne, co czuję to zapach lawendowego odświeżacza w toalecie. Chciałabym coś w sobie zmienić, ale jedyna zmiana, która ostatnio wybrzmiała to nowy kolor włosów, który nie to, że mi nie pasuje, ale no – nie pasuje. Nie jest mój, nie czuję go. Jedyne podróże, jakie królują w moim życiu to te, które odbywam SKM na Mordor w tłumie zniewolonym przez brak uśmiechu i korporacyjny slang. Zamiast przerzucać oferty egzotycznych wycieczek, przerzucam strony procedury awaryjnego zwrotu Internetu. Zamiast snuć plany na szeroką przyszłość zastanawiam się czy zdążę skoczyć na siłkę po pracy w piątek.

Zastanawiam się czy Wy też tak macie. Czy świat wygląda dla Was tak samo jak dla mnie? Czy umiecie cieszyć się z lawendowego zapachu? Czy jestem niewdzięczna jeśli nie umiem się cieszyć z codzienności?

Warszawo, kiedy życie przestało być fun, a stało się meh?

I’ve been waitin’ all nite for you to tell me…

  1. W zeszłym tygodniu obchodziłam 25 urodziny. Myślałam wtedy o tym, jak bardzo się zmieniłam. O tym, że nie ma we mnie już tego dziecka, które mówiło 20 lat temu babci, że jak będzie dorosłe to będzie spało w łóżku z baldachimem, bo dorośli mogą robić to, co chcą. O tym, że nie ma we mnie już tej dziewczynki, która wieczorami wypisywała w pamiętniku pełne emocji relacje z pierwszych spotkań z nowym chłopcem. O tym, że nie ma we mnie już nawet tej pseudo-chłodnej pseudo-dorosłej osoby, którą byłam kończąc liceum. Marzenia o baldachimie zastąpiło łóżko z IKEA. Pełne emocji wpisy stały się smutne i pełne zawodu. Co do chłodu – nie jest już pseudo. Spełnienia marzeń i uśmiechu!
  2. Rodzice przestali się do mnie odzywać po tym jak odebrali list informujący, że zostałam w październiku skreślona z listy studentów. Mama zadzwoniła tylko po to, żeby wykrzyczeć stek bzdur. Wiedzieli, że nie bronię się w terminie. Wiedzieli, że niezłożenie pracy dyplomowej oznacza skreślenie z listy. Nie powstrzymało jej to jednak od tego, żeby wykrzyczeć mi do ucha jak wielkim życiowym zawodem jestem. Nie odzywają się już prawie miesiąc, a mi jest przykro. Część mnie krzyczy, że gdybym 2 lata temu nie usunęła ciąży to byłabym takim samym rodzicem dla mojego dziecka.
  3. Praca przynosi mi ulgę. Jasne, wkurzam się, bo ludzie są jednak tylko ludźmi. Jednak kiedy wstaję rano to cieszę się, że zobaczę te kilkanaście osób, które akceptują mnie taką jaką jestem. Nikt mnie nie zmienia, nie ma pretensji o to kim jestem. Jestem doceniana, czuję się chciana, czuję się ważnym ogniwem.
  4. Z Patrykiem żyjemy tak trochę w próżni. Za 12 dni minie rok od momentu, w którym się dowiedziałam, że mnie zdradza. Za 3 miesiące minie rok odkąd do niego wróciłam. Czas na ewaluację? Czy związki się ewaluuje? Czy jeśli myślę o ewaluacji to znaczy, że nie jest najlepiej? Jestem pewna tego, że pozbawiłam się złudzeń. Realizm górą!
  5. Powoli kończę swoją podyplomówkę i gdzieś w tempie ślimaka zaczyna na horyzoncie majaczyć licencja agenta celnego. Czuję się podekscytowana. To będzie coś nowego, coś, co sprawia mi prawdziwą frajdę. Zajmuje całą głowę. Wypełnia dni. Nie chodzi tylko o kasę. Chciałabym robić w życiu coś, co będzie dawało mi satysfakcję.

A jebać to.

Życie to momenty. W jeden dzień możesz doświadczyć tak szczęśliwej chwili, że obluzują ci się gacie z radości i jednocześnie, kilka godzin później, doświadczasz takie sytuacji, która te gacie doprowadza do takiego skurczenia, że nawet najchudsza dupka się z nich wylewa.

I takie to jest popaprane – cieszysz się z sukcesów w pracy do momentu, w którym dzwoni do ciebie twoja własna matka i krzykiem wbija ci do głowy, że jesteś idiotą.


Ogólnie to zaczynam pojmować, co poeta miał na myśli, że jak się nie ma szczęścia w życiu osobistym to w pracy jest zajebiście. Doświadczam tego coraz mocniej. Im bardziej rozwijam się zawodowo tym bardziej cofam się w życiu osobistym.

Taki lajf.

Tydzień w pigułce

Lekarz posłał mnie na tygodniowe quatro ze względu na kolejną anginę. Nie omieszkał postraszyć mnie wizją wycięcia migdałków. Więc tak siedzę w domu, od tygodnia, wkurwiona – bo kasa leci, ja zdrowa, ale do pracy wrócić mogę dopiero w poniedziałek.

Łazienka błyszczy, pościel wymieniona, zakupy zrobione, książki przeczytane, serial obejrzany, treningi na siłowni zaliczone.

Jutro zjazd na podyplomówce, wreszcie coś pozytywnego.

I wtedy ja, cała na czarno

Rok i trochę – tyle mnie nie było. Co u Was? Jak żyjecie? Wasz świat stanął na głowie? Jakieś przewroty kopernikańskie?

U mnie wszystkiego po trochu. Poszłam do pracy, nie obroniłam dyplomu, zaczęłam wymarzoną podyplomówkę, rozstałam się z chłopakiem, zdecydowaliśmy dać sobie jeszcze szansę, zmieniliśmy mieszkanie. Dorobiłam się okularów, za 3 tygodnie stuknie mi ćwierćwiecze. Tyle się wydarzyło przez ten czas, a jednak mam wrażenie, że stoję w miejscu. Jestem bogatsza o kilka doświadczeń, trochę smutniejsza, trochę bardziej sarkastyczna i negatywnie nastawiona do świata.

Nie jestem też szczęśliwsza. Ale szczęście to ulotny stan, a wszystko, co ulotne raczej do stałych nie należy.