Przez pryzmat

Patrzę na swoje życie przez mój ulubiony filtr z InstaStories. Wieczór nad Wisłą z kumpelą z pracy, opijamy jej awans (nareszcie, Iza!) – New York filter. Jem owocowy deser za firmowy hajs – New York filter.

Mam atak paniki. Czuję, jakby ktoś wysysał ze mnie powietrze. Jakby świat się kurczył. Głowa pęka mi od szumu myśli. Nie mogę się skupić. Mięśnie napięte. Zęby zaciśnięte. Nie mam siły gdy łapię oddech, boli płuco. Jeszcze chwilę, schodzi ze mnie strach. New York filter.

Dzień Samotnych

Wizyta mojej mamy w Warszawie uświadomiła mi jak bardzo czuję się samotna. I jak bardzo jest mi źle. Zdałam sobie sprawę z tego, że brak mi bliskości, a jednocześnie tak bardzo się jej boję. Że to, co widziałam dla siebie jako plan na „za rok, może dwa” teraz nie jest nawet jedną z wielu opcji.

Wysłuchałeś mnie. Kiedy poprosiłam, żebyś został, mimo tego że minutę wcześniej byłam niemiła i powiedziałam coś, czego wcale nie myślę – zostałeś i przytuliłeś mnie. I tak trzymałeś mnie, a ja czułam jak schodzi ze mnie powietrze.

Cieszę się, że jesteś. Że przyszedłeś. Przez chwilę sprawiłeś, że jest mi trochę mniej źle. Trochę mnie samotnie.

Rano miałam atak paniki. Czuję, że muszę o tym mówić, że może w ten sposób oswoję lęki siedzące w mojej głowie. „Dzień zaczynam od wielkiego kurwa mać”, a kończę go napuszczając wodę do wanny i zanużając w niej głowę. Słucham bicia swojego serca, liczę każde uderzenie. Przez tą chwilę nie czuję się sparaliżowana. Czuję się jakbym mogła wzlecieć ponad siebie. Opuścić siebie. Na chwilę odetchnąć.

Minęło pół roku. Pół roku zanużania głowy co wieczór w wannie pełnej wody. Pół roku. A mam wrażenie, jakby pół życia.

Smażalnia

Jest dziś tak ładnie. Po szybkim prysznicu zmywającym 3dniowe upojenie alkoholowe, ruszyłam na wycieczkę. Jestem w jednym z moich ulubionych miejsc w Warszawie. Czuję się tu zawsze tak miło i bezpiecznie.

Pojechałam opalać się do Parku Skaryszewskiego ❤️ Rozłożyłam plażowy ręcznik, rozebrałam się do kostiumu i smażę swoje zwłoki.

Ból bólem, pizza pizzą.

Dziś jest ważne. Dziś pierwszy raz po prostu cieszyłam się, że wypiliśmy monsterka i zjedliśmy po kawałku pizzy. Dziś pierwszy raz nie rozpadłam się na kawałki z tęsknoty kiedy wracałeś do siebie. To nie zmienia moich uczuć, nie zmienia, że tęsknię. Sprawia za to, że łatwiej jest mi zasnąć. Dziś będę patrzeć na księżyc, po prostu zamknę w którymś momencie oczy i otworzę je dopiero rano następnego dnia.

Dobrze było złapać trochę innego. Nie bolą już tak płuca kiedy biorę oddech. Przynajmniej dzisiaj. A jutro będzie nowy dzień, zobaczymy jak będzie.

Sandomierz

Wróciłam od rodziców do Warszawy, ale był to powrót bolesny. Żeby złagodzić przykrość, wsiadłam w PKS z Zachodniej i ruszyłam do świętokrzyskiego na 2 dni.

Jeszcze wczoraj przeszłam pół rynku, park Piszczele i wąwóz świętej Jadwigi (gdzie wykopyrknęłam się w błocie). Dziś zaczynam od śniadania na Rynku.

Tak jak wczoraj – nie zamierzam wracać do pokoju wcześniej niż późnym wieczorem. Jest tyle do zobaczenia 🖤

Dygoty umysłu

Każdej nocy śniłeś mi się przez ostatnie kilka dni. Nie wiem czy to dlatego, że ostatnim razem spaliśmy na tym łóżku razem spychając się. Może… I jest mi ciężko. Kiedy tu przyjeżdżałam wiedziałam, że ktoś na mnie czeka. Dziś wieczorem wyląduję swoim turbożetem na Okęciu i nikt nie będzie mnie wypatrywał. Wrócę do mojego pokoju na Grochowie i z winem poczłapię do wanny.

Przeraża mnie to, że pierwszy raz nikt na mnie nie czeka w miejscu, które do tej pory mapowałam jako „dom”. Jestem ja i cisza.