Update!

1465_d162.jpeg

 

Dalej szukamy mieszkania, ale muszę powiedzieć, że idzie nam lepiej niż wcześniej. Dochodzimy do pewnego rodzaju porozumienia i nawet chcemy iść sobie na rękę, co jest sporym krokiem w przód. Chyba po prostu oboje podobnie tęsknimy za prywatnością, którą dawało mieszkanie tylko we dwójkę, a nie z 4 innych osób, które uniemożliwiają seks na stole w południe i robienie „na szybko” obiadu o 2 w nocy, kiedy zgłodnieliśmy po maratonie serialowym.

Sesja coraz bliżej, obrona też, praca licencjacka napisana w połowie, ale promotor milczy. Ja za to mam wrażenie, że jestem w stanie zaliczyć sesję w pierwszym terminie. Czy to dobrze – nie wiem, bo boję się fali lenistwa, która zawsze przychodzi z tymże wrażeniem.

Samopoczucie? 7 na 10, czyli idzie ku lepszemu. To chyba przez to słońce…😉

Licencjacie, why?!

Dziś spotkanie z promotorem. Nie mam wielkich nadziei, bo wiem, co mi powie. Eh, nie umiem pisać takich mądrych prac naukowych jakie są ode mnie wymagane…

EDIT

Wizyta u promotora bardzo przyjemna. Co prawda zostałam wyśmiana, ale szczerość, która się ze mnie wylewała przełamała lody. Zero stresu o licencjat:)

TT

Kupiłam sobie wczoraj w Sephorze tą szczotkę do włosów Tangle Teezer. Tak to bym sobie odpuściła mimo tych wszystkich krzyków jaka jest super, ale miałam jeszcze pieniądze na karcie podarunkowej – czemu ich nie wydać? I wiecie co? Uwielbiam tą szczotkę. Siedzę i czeszę od wczoraj włosy jak maniak.

Na zakwasy – Gretkowska!

Ludzie, których znam z liceum czy z gimnazjum się zaręczają, biorą śluby – niektórzy zdążyli już mieć nawet dziecko (ewentualnie dwoje). A ja co? Czytam Gretkowską i rozmasowuję zakwasy po ostatnim maratonie spacerów ze znajomymi.

Jest mi trochę lepiej. Czasem tylko nie widzę dla siebie przyszłości.

Kim jesteś?

Wczoraj Patryk miał urodziny. Cały dzień siedział w pracy. Kiedy z niej wrócił czekałam na niego ja – wypachniona, ładna i gotowa na wiele, w swojej najseksowniejszej bieliźnie. Ale nic się nie wydarzyło. Patryk przebrał się w dresy, ja zrezygnowana też i oglądaliśmy serial.

Przysnęłam. Musiałam machnąć mu dłonią przed twarzą, przez przypadek, bez żadnych złych intencji – po prostu byłam zaspana.

Jeszcze raz wsadzisz mi palce w oko to ci przyjebię. Nie masz żadnych granic.

Przez 3 odcinki siedziałam cicho, nie reagując na jego próby złagodzenia tego, co powiedział. To nie było tak o rzucone „przyjebię ci”. To było powiedziane z taką mocą, że przez chwilę nie wiedziałam przy kim siedzę, bo nigdy tak nie było.

Położyliśmy się spać, a przynajmniej ja chciałam już zasnąć, żeby nie myśleć i nie czuć tego wszystkiego, co poczułam w tym jednym momencie. Przytulił mnie. Zaczął przepraszać. Tłumaczył się. Mówił, jak pięknie dziś wyglądałam. Mówił, że zauważył, że chciałam, żeby było miło i że się starałam i że on wszystko zepsuł. Chciał wiedzieć, co czuję. Czy jestem zła, czy mam żal, czy jest mi smutno.

A ja nie czułam nic. Przez pół godziny jego monologu chciałam, żeby przestał. Żeby przestał mówić, żeby przestał mnie przytulać, żeby przestał się tłumaczyć.

Dziękuję, że się starałaś.

 

No cóż, najwyraźniej starałam się na marne.

 

A tak ogólnie to dziś oddaję U. pieniądze, które od niej pożyczyłam na zabieg. Nareszcie będę w stanie choć trochę się od tego wszystkiego zacząć odcinać. Czy ktoś zna dobrego psychologa?

Subiektywnie po raz enty

Coś w nas pękło. Zaliczyliśmy ostatnio gigantyczną kłótnię. Oboje powiedzieliśmy sporo. Niby doszliśmy do jakiegoś „złotego środka”, ale to nie działa. Ja się wycofałam, gryzę się wiecznie w język, zaczynam udawać kogoś kim nie jestem, jakąś słodką marionetkę. On też nie jest taki sam.

No i w grę wchodzi też temat łóżka. Mam fobię, irracjonalną, bo przecież biorę hiper regularnie tabletki. Ale tak, dalej mam z tyłu głowy to, że mogę znów zajść i że wszystko zacznie się od nowa. Zniszczyło mnie to szarpanie się, które miało miejsce przed zabiegiem. Te tygodnie, które spędzałam na zmianę w łóżku i z głową w kiblu.

Czy to już obsesja? I czy ta obsesja zniszczy wszystko?

Męczy mnie to, co czuję i to, że nie mam z kim o tym porozmawiać. Że z nim nie mogę o tym porozmawiać.

Mieszkanie w Kobyłce się wydłuży, przynajmniej o miesiąc. Musimy oddać dług i popłacić kary. Zapytał się czy nie będę miała nic na przeciwko, żebyśmy tu zostali jeszcze chwilę, a ja się zgodziłam, bo wiem, że musimy wyjść na prosta z pieniędzmi. Ale męczy mnie mieszkanie tu. Dojazdy to jedno – nie czuję się swobodnie. Kiedy nie ma go w domu staram się jak najmniej wychodzić poza pokój.

Zmieniłam się od tamtego czasu. Wszystko jeszcze szybciej wyprowadza mnie z równowagi, jeszcze szybciej wchodzi na głowę, jeszcze bardziej wykańcza. Mam ochotę zniknąć, zaszyć się, wejść w jakiś dziwny stan egzystencji, w którym nic nie będzie się działo.

No, ale przynajmniej świeci słońce.