Bieg miejski/ 17 września/ Warszawa

Tak, jestem paskudą, nie odzywam się, nie piszę, nawet słówkiem nie pisnę. Ale wiecie co?

Wygrałam bilet na Survival Race w Warszawie. W tą niedzielę pobiegnę 3 km, przelecę przez 15 różnych przeszkód i proszę się nie śmiać – to będzie wyczyn dla mojego leniwego tyłka 😀

Dlatego proszę, jeśli nudzi się Wam w 17-ego, przyjedźcie na AWF na Marymonckiej i wspierajcie jednoosobową drużynę Budala w trakcie walki z żywiołem.

Reklamy

Problemy pierwszego świata

Przyjaciele, szybko – potrzebuję pomocy!

W niedzielę lecę na swoje 2. tygodniowe stypendium do Dubrownika. Powiem tak – PARALIŻUJE mnie myśl o samodzielnym locie z przesiadką na tyle, że nie mogę od kilku dni spać. Próbowałam już ziołowych herbat, czytania, medytacji. Siedziałam do granic możliwości, zmęczyłam się tak, żeby nie mieć ochoty na nic innego niż sen. Nawet raz próbowałam się upić.

I nic.

Jedyne, co jak dotąd pomogło to Patryk, do którego mogłabym się przytulić. Niestety, ten pracuje na noce i cóż – pogodziłam się z faktem, że dziś nie zasnę.

Stąd mój apel – co ja mam ze sobą zrobić, żeby zasnąć?

Help!

Chubby

Wczoraj na TBC jedna z Pań powiedziała, że nie będzie robiła brzuszków, bo jest za tłusta (jej słowa). Ton tej wypowiedzi sprawił, że poczułam się winna tego, że jestem od niej szczuplejsza i nie mam problemu z ćwiczeniami na fitnessie.

Ta sytuacja dała mi do myślenia. W sensie – skoro uważasz, że jesteś tłusta, a jednak jesteś na siłowni, przyszłaś na fitness, to chyba warto dać z siebie wszystko, co nie? Wiadomo, że początki są ciężkie. Nie znasz tych wszystkich nazw – skipy, krancze, planki i step tacze. Like, whaaat?

Jednak jeśli już się przełamałaś, wytrwałaś rozgrzewkę – nie poddawaj się. Łatwo jest przybrać na wadze, ale żeby zrzucić nadmiar kilogramów… Oh, boy, trzeba wypocić w chuj!

Jakaś konkluzja? Skoro nie czujesz się ze swoim ciałem ok to nad nim pracuj. Małymi kroczkami dojdziesz do jakiś efektów. Jednak jeśli skreślisz na początku tą możliwość to nic się nie zmieni.

 

Swoją drogą, jak paskudnym epitetem jest „tłuścioch” albo „grubas”. Ja o sobie mówię często, że jestem chubby, co po polsku znaczy pyzaty (am I right or am I right?).

 

 

Triggered!

Dziś czytam na TVN24: „Niemowlak zostawiony w oknie życia we Wrocławiu” i pytam się  – skąd ta sensacja? Czy nie po to są te okna, żeby dać kobiecie wybór? Czy nikt przez sekundę przed publikacją tego materiału nie zastanowił się nad ideą tych okien? Bo mam wrażenie, że nie bardzo. Ogólnopolski artykuł o tym jak to małe dziecko zostało zostawione w miejscu do tego przeznaczonym – i to jest takie dziwne.

Z komentarzy wynika, że społeczeństwo tylko w części dorosło do rozsądnych decyzji. W większości jednak jesteśmy przykrą, zawistną masą, która nie potrafi (nie chce?) spojrzeć na sprawę z innej perspektywy niż nasza własna.

Delikatnie abstrahując – chciałam się ostatnio zapisać do ginekologa w miejscowej przychodni. Recepcjonistka powiedziała, że najbliższy termin to początek września, czyli miesiąc oczekiwania. Wytłumaczyłam, że sytuacja jest dość pilna i że nie mogę czekać kilkadziesiąt dni. W odpowiedzi usłyszałam, że gdyby lekarz miał przyjmować wszystkie panie, które tak mówią to nie wyszedłby z przychodni do domu. Dla porównania dzień później byłam już w prywatnym gabinecie. Zostały mi zrobione wszystkie potrzebne badania, a lekarka nie sprawiała wrażenia, jakby robiła mi łaskę, że przyjmuje pacjentki. Cena – 150 złotych. Fachowa opieka, na czas, bez nerwów i traktowania jakby lekarz był bogiem.

Co z tymi kobietami, dla których 150 złotych to kwota nie do przeskoczenia? Czekają na wizytę w publicznym ośrodku, zdane na łaskę lub niełaskę chorego systemu opieki zdrowotnej, która nas, kobiety, ma w poważaniu.

Dlatego tak bardzo drażnią mnie gównoburze o okna życia, o kobiety, które korzystają z możliwości, która została im dana. Bo problem nie jest w nich, a w systemie opieki ginekologicznej, który (jeśli bezpłatny) ma nas w dupie.

W którymś z komentarzy jedna pani napisała, że może dlatego nagłaśniają takie sprawy, bo „niektóre nie wiedzą, że tak można” (oddać do okna życia). Czy to nie jest wskazówka do tego, że brakuje nam edukacji seksualnej? Że brakuje nam świadomości? Że opieka ginekologiczna jest dostępna, ale albo dla tych, które mają pieniądze albo tych, które mogą czekać w nieskończoność.

Tak, wylałam żale. Możecie już wrócić do swoich żyć 🙂

Ina w punktach

Dawno mnie tu nie było. Nie oszukujmy się – postanowienie o pisaniu regularnie i co tydzień umarło śmiercią naturalną gdzieś w momencie, w którym przestałam regularnie jeść warzywa. Ale jestem tu dziś, słuchając zacnych piosenek Linkin Parku i zamierzam się z Wami podzielić moimi przemyśleniami, które w ostatnim czasie uderzyły mnie tak mocno jak Katrina w 2005.

  1. Po 7 latach upiornych wiadomości od A, 27 czerwca zakończył się jeden z moich ulubionych amerykańskich seriali, z którymi spędziłam pół życia (słodki jeżu, co ten czas…) – Pretty little liars.
  2. Stwierdzam, że kobieta kobiecie…kobietą-trollem. Skąd to przemyślenie? Z siłowni (tak, dalej na nią chodzę i jest super). Jak podłym trzeba być, żeby wyśmiewać osobę, którą poci się na siłowni po to, żeby zrzucić kilogramy nadwagi? To jest już poziom powyżej mojej zdolności do pyskowania i obrażania wszystkich dookoła. Pani, która padła ofiarą trollowania należą się oklaski za to, że przez równą godzinę zasuwała na najwyższych obrotach na orbiterze. A te dwie plotkary pozdrawiam. Mam nadzieję, że zrobią wam się wałeczki na plecach. Albo cellulit.
  3. Wczoraj samobójstwo popełnił wokalista Linkin Parku. Wiem, że nie tylko dla mnie ich piosenki wiele znaczyły. Były ostatnią deską ratunku, kiedy dzień wydawał się nie do przejścia. Sprawiały, że nie czułam się samotna ze swoimi odczuciami co do rzeczywistości. Spędziłam z nimi całe gimnazjum i liceum, słuchając ich najpierw z kaset, później płyt, a na końcu już z komórki. W autobusie, metrze, na ulicy, w łóżku, czytając, biegając czy pisząc.
  4. Tydzień temu byliśmy z Patrykiem na weselu naszych znajomych i znów wrócił do mnie temat ślubu. Patrząc na młodą parę, ciężko mi było nie myśleć o tym, że nas nie czeka taka przyszłość. Mam wrażenie, że zawsze będziemy w tym stanie „pomiędzy”. Ale może tak jest lepiej. W końcu niczego sobie nie przyrzekaliśmy. A ja chyba jestem zbyt złym człowiekiem, żeby ktoś mógł mnie tak kochać, żeby chcieć spędzić ze mną resztę swojego życia. No i jestem za bardzo pojebana.
  5. Jednak pomimo tych moich wad, w tą niedzielę miną 3 lata odkąd jesteśmy razem. Nie wiem tylko czy będzie to szczęśliwa rocznica, bo już dziś zdążyliśmy się pociąć.
  6. Wiecie, że na jesień ma być nowa Piła? Ja wiem, nikt nie lubi, nikt nie ogląda, ale wszyscy wiedzą, że to ten film, w którym ludzie zabijają ludzi, żeby się ocalić. Ostatnie części były słabe, ale i tak obejrzę tą nową. Bo czym jest życie bez odrobiny zniesmaczenia zmieszanego z upiornym klaunem na rowerku. (http://www.filmweb.pl/film/Piła%3A+Dziedzictwo-2017-705627)
  7. Czytam najnowszą książkę Mroza, Czarną madonnę. Zniechęciły mnie zapowiedzi, że to dzieło na miarę tych Kinga. Z mieszanymi uczuciami pobrałam ebooka z Legimi i zaczęłam czytać. Nie podoba mi się. Ale dotrwam do końca. Będę dzielna.
  8. Na siłowni wymiatam, serio! Podnoszę ciężary, trzaskam brzuszki i pocę się za trzech na fitnessie. Właściwie to ostatnio siłownia była moim ratunkiem od czarnych myśli, bo…
  9. Znów zaczęłam myśleć o śmierci. Niby nic takiego, każdy o niej myśli. Ale był taki czas, kiedy czułam się bezsilna wobec tego uczucia, że mam wystarczająco dużo siły, żeby się zabić. W zeszłym roku było tak blisko i teraz mam wrażenie, że jest podobnie. Zero motywacji, zero chęci, zero wszystkiego. Mam wrażenie, że nie zasługuję na wszystko, co mam.

Sceny z życia

Stoję w Stokrotce na dziale z mięsem. Chcę kupić sopockiej, 20 deko, nic wielkiego. Pochyliłam się, żeby zobaczyć w jakim stanie jest ta wędlina i w tym momencie ktoś mnie popycha. Odwracam się i zaczynam przepraszać faceta, który przeprasza mnie przepraszającą jego.

Przypatruje mi się i uśmiecha. Stoi koło mnie i ładnie pachnie. I wygląda też – niczego sobie. Pyta się mnie czy 20 deko starczy (pewnie tak). Tylko dla pani? (nie) No to chyba nie starczy (dobrze, że mam sklep blisko). Ja też blisko mieszkam (dziękuję, to wszystko). Ja chyba też kupię sopockiej, dla siebie (miłego wieczoru).

Stał przede mną w kolejce i nie miał tej wędliny. Patrzył się na mnie co chwilę. Przed wyjściem odwrócił się i puścił oczko.

Matko. To już kolejny raz, kiedy jakiś facet próbuje mnie poderwać w Stokrotce. Czy ja wyglądam tak seksownie w rozciągniętej bluzie na tle sopockiej i piersi z kurczaka?