I need a hero

Wchodzę na Facebooka i na samej górze błyszczy pytanie „kto zmieniał kierunek na UW? potrzebuję informacji” i jedyne, co jestem w stanie odpowiedzieć to „I feel you, bro…”

Bo czy mając 19 lat zastanawialiśmy się czy te studia, na które właśnie zostaliśmy przyjęci, mają jakąś przyszłość? Czy dadzą nam spokojny, niczym niezaburzony sen? Cóż – nie. Byliśmy zbyt przejęci faktem, że nie musimy się już nigdy więcej pytać nauczyciela czy możemy iść siku.

Rozmawiam z tą osobą od zmiany kierunku i mam takie wrażenie jakbym rozmawiała sama ze sobą. Że ten Instytut to żeżuncja. Że ta magisterka to rak. Że mamy napisać z jednego przedmiotu 10 prac zaliczeniowych (true story) dla prowadzącego, który nawet nie zapozna się z treścią tej makulatury.

Ona chce iść na Artes Liberales. Że myśli o tym od początku roku i że to chyba to, że nie chce marnować życia na takie dramaty jak nasz Instytut.

A ja stwierdziłam, że zostanę agentem celnym. Roczny kurs z egzaminem. Bo kurwicy dostaję w tym Instytucie. No żesz jego mać! Zero motywacji, żeby te studia kończyć. Codziennie żałuję, że się zdecydowałam na magisterkę, bo mamy prawie czerwiec, a ja ani pierwszych rozdziałów pracy, zero przygotowania do egzaminów, mam ochotę wszystko zaliczyć na 3 i mieć wyjebane.

Nawet Dubrownika mi się odechciało, bo mam coraz większe wrażenie, że nie podołam językowo i wrócę po tych 2 tygodniach w takim stanie, że będę do siebie dochodzić następny miesiąc…

Somebody pomocy.

Pod znakiem noża

Wiecie co? Niech ten miesiąc się skończy, bo jak nie to zostanę bez ani jednego palca nie naruszonego ostrymi nożami z Ikei. Takie niepozorne, a tną szybko i zostawiają za sobą ścieżkę krwi. Tydzień temu palec wskazujący – odcięty kawałek skóry, aż patrzeć na to nie mogłam. Dziś – kciuk (co już w ogóle jest dramatem, bo połowy rzeczy robić nie mogę jak normalny człowiek) wraz z paznokciem (dobrze, że tylko trochę i w takim miejscu, że pewnie jak podrośnie płytka to da się ciachnąć i po problemie; I hope…).

Jedno spostrzeżenie – chyba jestem stara czy coś. Na widok krwi zmieszanej z wodą zrobiło mi się słabo. Szybko jednak się opamiętałam, bo byłam sama w domu i zasada jest taka, że samej w domu lepiej nie mdleć.

Trzymajcie za mnie kciuki, bo ja jestem bardzo mało odporna na ból. No i a Patryka, bo on będzie znosił moje marudzenie, że boli, że nieładnie wygląda i że znów BOLI!

S02/bookworm/pogodo, przywołuję cię do porządku

13RW będzie miało drugi sezon. Netflix, nie rób tego, plis! Za to bardzo chętnie zobaczę kolejny sezon Riverdale, bo hej – jak to się stało, że ojciec zabił z zimną krwią syna i był bastardem, a później się powiesił?! Co tu się w ogóle stało? No i pokażcie wreszcie tego Hirama Lodge’a, o którym tyle mówili w trakcie całego sezonu. Niech będzie jakimś przystojniakiem ❤

10 maja kolejny Forst prosto od Remigiusza Mroza. Nie łudzę się, że to będzie spokojna książka – pamiętam najnowszą Chyłkę (Inwigilacja), którą odchorowywałam tydzień (duże emocje).

We wtorkową noc ponoć ma być -1. I to ma być maj?!

05.05.2017

Chudnę. Powoli, ale zawsze. I trochę więcej siły mam (ostatnio przeniosłam w jednej ręce akumulator do samochodu i wszyscy byli w szoku, że się nie zasapałam), a nawet jakieś tam początki mięśni się pojawiają. Tylko ten brzuch nieszczęsny, od zawsze żyje swoim życiem i ma w dupie moje diety, siłownię i kręcenie kółkiem jak maniak. Ale cóż – podobno nie można mieć wszystkiego.

Wiosna wystartowała w Falenicy pełną parą. Zielono, ładnie, jakieś staniki leżą na ulicy, więc chyba wszystko idzie ku dobremu i z dnia na dzień będzie coraz cieplej.

Studia leżą i kwiczą, nie proszą już nawet o zajęcie się nimi. Ja – pochłonięta w lekturze wszystkiego, co nie jest z nimi związane. Czytam na leżąco, na siedząco, na wisząco, z nogami na ścianie, w samochodzie, na rowerku, w autobusie i przy jedzeniu. Nie straszne mi wyładowanie telefonu, bo zakosiłam Patrykowi power bank.

Angina już za mną, ale były to chwile krytyczne. Jedyne, co dobre w tej chorobie to zwolnienie z zajęć i przesypianie całych dni. Teraz za to chory jest Patryk, ale on ma jakieś nadludzkie zdolności i nie widać po nim tego, że źle się czuje (kameleon jeden!).

Patrykowe ćwierćwiecze się udało, chociaż obiad nie był pierwsza klasa, co Pani Mama skwitowała jedząc tylko połowę nałożonej dla niej porcji. Nie było to najmilsze, ale przetrawiłam tą zniewagę stwierdzając, że odpłacę się któregoś razu, kiedy poda ten swój gulasz z kawałkami tłuszczu. Z ciekawszych rzeczy, które solenizant otrzymał to gumowy cycek do ściskania (antystresowy podobno) i 25 butelek piwa z kolorowymi wstążkami.

A tak ogólnie to przedwczoraj bankomat wciągnął kartę i jej nie wypluł i czuję się jak bez ręki. Płatności przekierowane na automatyczne ściąganie z karty, wypłacanie i wpłacanie z kartą, płacenie zbliżeniowo – to wszystko zostało mi zabrane na 14 dni. Niby tylko, ale mam wrażenie, że to wieczność.

 

I cóż, że z Falenicy

Nasi znajomi biorą ślub – wczoraj dostaliśmy zaproszenie. Ładne, takie kremowe z zielonym. Data jest, miejsce jest, odliczanie rozpoczęte. Jednocześnie okazało się, że kupują mieszkanie. Też spoko. Pod Warszawą, ale dość blisko, duże. Takie hm perspektywiczne. Kredyt na 30 lat – to trochę przeraża. Ale później okazało się, że tego kredytu będą płacić mniej niż my miesięcznie za wynajem naszego PRLu. I tu zjadła mnie polska zawiść.

Przyznaję się do tego, że zazdroszczę im kroku do przodu. Że pomimo jakiś tam obaw nie stoją w miejscu. Że chcą polepszać swój byt. Z tej okazji zdarzyło mi się popatrzeć na mnie i Patryka z perspektywy. I zamarłam, bo zdałam sobie sprawę, że z nim to raczej nie będzie możliwe. Wzięcie kredytu i kupienie sobie ładnego, nowoczesnego mieszkania (lub domu, bo on to bardziej jest taki „domowy”).

Chyba zachciało mi się jakiegoś rodzaju stabilizacji, a w tym związku to nie jest do zrobienia. Bo on nie chce. Chce za to wynajmowanych mebli z lat 70 i płacenia na cudze. Cóż, nie od dziś uważam, że ja nie jestem dla niego „tą jedyną” (jakkolwiek dziecinnie to brzmi), a jedynie tą jedną, która przygotowuje go na nadejście wcześniej wspomnianej. A może po prostu nie jesteśmy jeszcze na tym etapie, kiedy on też chce? A może po prostu za rok czy dwa się rozejdziemy? A może powinnam wziąć leki na uspokojenie i zrobić zaległą platformę z zajęciami?

Nasze życie jest pojebane, a ja jestem małą zawistną mendą, która znów jest mało szczęśliwa.

BTW, czy ktoś oglądał 13 reasons why? Jestem po pierwszych 4 odcinkach i mam mieszane uczucia co do tego serialu.

No i z ciekawszych rzeczy – wczoraj, na czas spania w dzień, włączyłam pranie. Po obudzeniu stwierdziłam, że pralka w przypływie emocji zawirowała na suszarkę – kompletnie ją miażdżąc.

CHRUM CHRUM

Mam anginę. Ostatni raz chorowałam na tą przykrą chorobę jakieś… kilkanaście lat temu, więc bardzo się zdziwiłam słysząc, że to właśnie to. No i nie da się ukryć – kaszlę, chrząkam i chrumkam od kilku dni. Dostałam antybiotyk, mam kontenerek leków przeciwbólowych i całe łóżko dla siebie, bo Patryk wyeksmitował się na kanapę w salonie. Twierdzi, że może w ten sposób się nie zarazi, ale jak sam przyznaje – zaczyna już powoli czuć brzydki oddech anginy.

Przespałam ostatnio 18 godzin – oczywiście z przerwami na leki i siku. 18.godzin. Błogosławieństwa wynikające z tygodniowego zwolnienia lekarskiego. Jak nie śpię to czytam. Przeczytałam tą serię rosyjskiego pisarza, tą o metrze. Doczytałam jakąś chorwacką książkę, której nie mogłam dokończyć już od kilku miesięcy. W spokoju piję herbatki, bez nerwów jem obiad, nad którym nie musiałam się pocić. Lodówka pełna, a nie byłam na zakupach. Naczynia pozmywane, a nawet nie zamoczyłam najmniejszego palca w wodzie. Podsumowanie? Okazało się, że Patryk potrafi jakkolwiek zająć się domem. Może nie od razu robi wszystkie rzeczy, może nie wszystkie te rzeczy robi idealnie, niektóre nie sprawiają dla niego problemu przez co je pomija, ALE potrafi się zająć. Jestem w szoku. Serio.

Reasumując – jestem chora, śpię dużo, czytam dużo, opierniczam się dużo. Patryk robi wszystko w domu i wygląda na to, że nie sprawia mu to takiego problemu jak zawsze utrzymywał. Jestem zachwycona!

Pazi, Dubrovnik jer dolazim <3

Wiecie co? Dostałam stypendium i jadę do Dubrownika w wakacje. Dwa tygodnie intensywnego kursu językowo-kulturowego w najpiękniejszym miejscu na świecie.

Ina po latach wraca na południe Chorwacji i to jest wiadomość, która powinna poprawić wszystkim humory 🙂

Rezerwacje biletów lotniczych, lista rzeczy, które muszę przygotować do wyjazdu. Ale przede wszystkim DUBROWNIK!