Czy moje lustro może kłamać?

Chwila minęła od ostatniego wpisu, moja głowa potrzebowała się uspokoić, ale też przyswoić fakt, że ostatnio co napiszę to jest jakieś takie – dziwnie poważne. Napisałam tekst o studiach? Super, okładkowy, badania terenowe, rozmowy, poważna krytyka treści, ale też i pochwały.

Poznałam ostatnio kogoś takiego jak ja. To dziwne, widzieć osobę, która potrafi kończyć moje zdania. To lekko przerażające, kiedy wiem, co powie osoba siedząca koło mnie po tonie jej wypowiedzi. Jak to się można zdziwić na lektoracie z angielskiego czasami. Jakie znajomości się rodzą.

Chciałabym iść do przodu, mam takie pragnienie, duże pragnienie. Chciałabym się rozwijać, a cały czas mam wrażenie, że największe szanse już mnie minęły i że teraz czeka mnie już tylko dosadność codzienności. Może to przez to, że dostałam dziś zaliczenie pierwszego semestru seminarium licencjackiego? A przecież jestem młoda, powinnam mieć wrażenie, że życie stoi przede mną otworem i że je podbiję. Czy to nie my mamy być właśnie TYM pokoleniem? Czy to nie ja mam być właśnie TĄ osobą?

Swoją drogą – czytając to, co już napisałam zwróciłam uwagę na stwierdzenie “a przecież jestem młoda”. Czy potrzebuję potwierdzenia dla tego zdania? Czy czai się we mnie jakaś dziwna ociężałość, która pozwala mi wierzyć, że jakimś trafem nie jestem tak młoda jak mi się wydaje?

Bo to były inne czasy

Masz rację, mamo – były inne czasy. Było też inne macierzyństwo. Inna troska. Inne zainteresowanie. Inne dziecko.

– Dziękuję, że siedziałam sama do nocy, kiedy tato pracował w innym mieście. Z resztą i tak go nie cierpiałam, bo sprawiał, że czułam się jak śmieć, kiedy słyszałam jak mówi, że jestem pusta i nie czeka mnie nic innego niż stanowisko na mięsnym.

– Dziękuję, że urodziłaś mojego brata. Wkurwialiście mnie, bo dostaliście wtedy pierdolca na jego punkcie, ale gdyby nie to prawdopodobnie nigdy nie poznałabym tak dobrze topografii tego małego miasteczka, w którym zamieszkaliśmy.

– Podoba mi się, że szanujecie prywatność mojego brata, bo to znaczy, że nauczyliście się czegoś przez te wszystkie lata grzebania w moim telefonie, komputerze, pamiętnikach i liścikach wymienianych z koleżankami na lekcjach.

– Dziękuję, że kiedy poszłam do liceum to dałaś mi wmówić na samym początku, że i tak nic ze mnie nie będzie, bo nie poszłam do biol-chemu. Siedziałam i ryczałam jak głupia po kątach, ale ty potrafiłaś tylko powiedzieć, że to przez tego Bartka, z którym się spotykałam. Dobrze, że się na nim skupiałaś, bo przynajmniej nie zauważyłaś jak pierdoliłam swoje koleżanki i kolegów.

– To było bardzo podnoszące na duchu, że w momentach, w których najbardziej Cię potrzebowałam akurat Cię nie było. Rozumiem, że byłaś zajęta karierą, ale to nie zmienia faktu, że miałaś być dla mnie matką, a nie nauczycielem. Rozumiem, że to Twój zawód, ale w domu nie potrzebuję kolejnego pedagoga.

– Dziękuję również za to, że byliście i jesteście coraz bardziej nietolerancyjni. Na waszych poglądach ugruntowałam swoje oraz ukształtowałam własną osobowość. Biseksualną, zakompleksioną, bez wiary we własne możliwości i własną wartość, ale zdającą sobie sprawę z tego, że jeśli się od was w pewnym momencie oderwę to wyjdzie mi to na dobre. Wyszło.

– Pamiętam wszystkie momenty, w których zostawałam sama, a Ty stawałaś po stronie ojca. Pamiętam każdy szlaban, nawet ten na spotkania z ulubioną kuzynką. O jego końcu dowiedziałam się właśnie od niej, bo żadne z was nie raczyło mnie poinformować, że mogę już wychodzić z domu.

– Masz rację, studia w Poznaniu miały mieć formę ucieczki, ale co powiesz na to, że kiedy wy w najlepsze wydawaliście grube pieniądze na nowe bezużyteczne zabawki dla mojego brata ja czułam się na tyle samotna, że w wieku 15 lat powstał pierwszy plan samobójstwa?

– A pamiętasz, jak na pierwszym roku przyjeżdżałam do domu co miesiąc? Nawet nie zauważyłaś, że brałam jakieś leki. Tak bardzo zajęta byciem dumną z tego, ze studiuję w Warszawie nie wychwyciłaś, że mam depresję. Wcześniej brałam leki od znajomego, bo sprawiały, że czułam się ze sobą lepiej.

– Pewnie nie pamiętasz ile razy tato był u mnie w szpitalu, kiedy do niego trafiłam. Za to ja musiałam biegać do niego co drugi dzień kiedy leżał na chirurgii. A później opiekowałam się bratem. Dzień przed całodniową maturą z angielskiego pytałaś się czy mogłabym się z niej wcześniej zerwać, bo trzeba odwieźć Szymka na basen, a Ty musisz zostać z tatą.

– Mówiłaś, że zamykam się w pokoju i że dlatego nie mam żadnych koleżanek. Z resztą podpatrzyłaś ten uprzejmy tekst od ojca, podobnie jak inne. Potwierdziłaś, że wyglądam jak menel nie zawracając sobie nawet głowy tym, że chodzę w jednych rzeczach 2 lata i że po prostu się sprały.

– Nie pamiętasz też pewnie jak “straciłam twoje zaufanie”. Nawet nie kłopotałam się odzyskaniem go, bo wiedziałam, że cokolwiek zrobię to i tak go nie odzyskam. Właściwie to czy kiedykolwiek mi ufałaś?

– Dziękuję, że razem z ojcem zostawialiście mnie u Twoich rodziców. To babcia uczyła mnie jak robić zupę i to ona pierwsza kupowała ze mną podpaski. Dziadek nauczył mnie rozpoznawać grzyby i kochał mnie tak bardzo jak tylko się dało. Czasem miałam wrażenie, że nie zasługuję na tak wiele. Bo przecież musiał być jakiś powód, dla którego kochałaś mojego ojca bardziej niż mnie.

– Mam teraz wspaniałego chłopaka. Nie spełnia waszych wymagań, bo nie jest ani wykształcony ani nie będzie robotnikiem w firmie ojca. Kocha mnie i chciałby dla mnie jak najlepiej, a ja kocham jego i chcę, żeby był tak szczęśliwy jak tylko się da. I dlatego nie przywiozę go do swojego domu mimo, że dobrze by było gdybyście się poznali. Cały czas też boję się, że któregoś dnia zniknie tak samo jak znikałaś i pojawiałaś się Ty, przyjeżdżając na 2 dni ze studiów i nagle odjeżdżając.

– Kiedy umarła babcia coś się we mnie złamało. Dopiero wtedy, na 100 procent zobaczyłam jak bardzo nie jesteśmy sobie bliskie. Nagle okazało się, że nie mam z kim rozmawiać. Koleżanki się odsunęły, a ty nie zobaczyłaś, że na mój palec wskoczył tajemniczo pierścionek, który rok później oddałam.

– Nauczyliście mnie wielu rzeczy, między innymi kłamania. Każdą moją ambicję dusiliście w zarodku tylko po to, żeby później powiedzieć, że nie mam żadnych zainteresowań. To obcy ludzie pokazywali wam, że mam jakąś wartość, a wy podchwytywaliście ten ton tylko po to, żeby dzień później o tym zapomnieć i sprowadzić mnie do parteru.

 

Mamo, kocham Cię, ale nie zapomnę. Nie jesteś w stanie zaprzeczaniem sprawić, że w mojej pamięci nagle pojawią się białe pola, które możesz dowolnie zamalować. Kocham Cię, ale kiedy widzę jakie życie ma z wami mój brat, a jakie miałam ja to mam ochotę się powiesić, bo nikt nie zwróci mi tych wszystkich momentów, kiedy czułam się jak nikt. A teraz już za późno i zostało mi tylko to – powiedzenie tego, co myślę i o co mam żal. Tylko co ten jebany żal da.

Ina na rowerze

Ja i mój rower zrobiliśmy dziś pierwszą “poważną trasę” –  domu do Centrum i z Centrum do domu. On był dumny ze mnie, a ja z racji zmęczenia nie zdążyłam zrobić nic więcej niż wpakować go na 8 piętro mojego bloku.

wow wow Łącznie 25, 4 km w 2 godziny. Zaczynam pękać z dumy <3

Wytłumaczy ktoś?

Chodzę dziś po Carrefourze, zbieram sobie jedzonko do koszyka, wydaję smocze monety, aż tu nagle PARÓWKI WEGE o smaku szynki.

Skoro wegetarianie i weganie rezygnują z powodów ideologicznych z jedzenia mięsa to po kiego chuja chcą parówki, które smakiem przypominają szynkę zrobioną z tych biednych krówek, których tak bardzo bronią?

149