“Pamiętaj, że już nigdy nie będzie tak samo”

Kiedy miałam 3 miesiące moja mama zdawała maturę. 5 miesięcy później poszła na studia. Ja zostałam pod opieką dziadków – jej rodziców. Dali jej szansę, lekceważąc poniżające komentarze wiejskiej opinii publicznej o rodzicach puszczalskiej panny. Dali jej możliwość do prowadzenia własnego życia, do rozwijania się. Minęły ją moje pierwsze niezdarne kroczki, pierwsze słowa. No i to nie do niej powiedziałam “mama”, a do Babci – kobiety, którą od początku uznawałam za własną matkę. Biologia nie ma tu nic do rzeczy – sory, Matko Naturo, ale ssiesz i to tak mocno, że nie da się wytrzymać.

Przez pierwsze lata mieszkałam z dziadkami i muszę powiedzieć, że nie umiem sobie wyobrazić fajniejszego dzieciństwa niż to, które było mi dane. Pełne miłości, oddania i szacunku, nauczyło mnie samodzielności i dobrego zachowania. Stałam się w całej otaczającej mnie miłości dziadków samowystarczalna i zadowolona z samej siebie. Byłam wtedy grubiutką blondyneczką w przydługiej koszulce z Kaczorem Donaldem i Chupa Chups w buzi. Obraz szczęścia i spełnienia. W tle przemykali dziadkowie. Dziadkowie, którzy dbali o to, żebym była szczęśliwa, najedzona i żeby mi niczego nie brakowało. Szczerze mówiąc to byłam tak rozpieszczana jak tylko się dało. Nie mogłam mieć nic gorszego od innych dzieci, nawet jeśli to, co już miałam w zupełności wystarczało i nie potrzebowało być zamienione.

Wszystko, co dobre kiedyś się kończy. Po 6 latach moja mama, już po ślubie z moim ojcem (o bosz..), upomniała się o swoją córkę. Z dnia na dzień zostałam zabrana od dziadków, którzy podobnie jak ja bardzo przeżyli fakt rozłąki.

Skończyło się spanie do późna, skończyły się obiady o stałej godzinie czy czas na długie spacery. Bieg z wywieszonym językiem do autobusu, popędzanie i bóle żołądka. Kiedy po 3 miesiącach przyjechaliśmy do dziadków, Babcia zaczęła moje intensywne dokarmianie. Zmarniałam. Byłam blada, bez uśmiechu, wszystko na mnie wisiało, bo znacznie schudłam. I jakaś taka zmęczona też byłam. Dziadkowie próbowali protestować, ale mama była nieugięta. Do szkoły mam chodzić w Warszawie. W końcu to ona jest matką! Szkoda tylko, że zostawiła mnie u dziadków i nic ją nie obchodziłam. Dziadkowie przegrali bitwę, a ja wróciłam do Warszawy i dalej kontynuowałam morderczy bieg.

Po roku mieszkania w trójkę zaczęło brakować nam pieniędzy. Mama pracowała w szkolnej świetlicy, ojciec w Leroy Merlin – nie oszukujmy się, kokosów nie było. Życie w Warszawie jest kosztowne, kiedy się udaje, że ma się kasę na wszystko. A tak właśnie robili moi rodzice.

Praca znalazła się sama. Wujek, mąż siostry ojca, miał wakat w swojej firmie. Ojciec bez wahania przyjął propozycję i w ciągu kilku miesięcy zostałyśmy z mamą w Warszawie same. Cholera, to był najlepszy czas  – bez ojca!

Nie trwało to długo – mama zaszła w ciążę i źle ją znosiła. Byłyśmy same, ona się bała. I tak właśnie, po wielu tłumaczeniach usłyszałam, że mam 10 lat i muszę być już dużą dziewczynką, bo niedługo będzie nas więcej i będę musiała być samodzielna.

“Pamiętaj, że już nigdy nie będzie tak samo”, powiedziała mi Babcia w czasie jednych z tych kilku szczęśliwych wakacji, które spędziłam u niej i u Dziadka na wsi. Ona od początku wiedziała, że moja pozycja w domu jeszcze bardziej spadnie. Nie myliła się, bo po urodzeniu się Szymka (mój brat – bożyszcze) na prawdę nic nie było już takie samo. Musiałam pukać do pokoju rodziców gdzie mama opiekowała się bratem. W domu obowiązywał kompletny zakaz korzystania z kuchni czy łazienki po zaśnięciu dziecka. rano wszyscy chodzili na palcach i szeptali. Dostawał wszystko, co najlepsze. A ja codziennie dzwoniłam do Babci. Tylko rozmowy z nią dawały mi trochę radości. Bo nagle okazało się, że jestem zdana sama na siebie i że nie ma szans, żebyśmy widzieli się częściej niż 2 razy w roku.

Ktoś się może zapytać: “Po co to wszystko rozpamiętywać 9 lat później”. Wiem, jestem teraz już dorosłą osobą, odpowiadam za siebie, właściwie to moje życie jest tylko w moich rękach. Ale to tylko wspomnienia. A dlaczego wspominam? Bo to najpiękniejsze wspomnienia jakie mam z Babcią. Szczęśliwe dzieciństwo, te rozmowy, które podtrzymywały mnie na duchu, wakacje, na które czekałam cały rok czy pełne magii Boże Narodzenie każdego grudnia.

Babcia nie żyje. Umarła 8 miesięcy temu na raka. 16 każdego miesiąca jest pełen tych wspomnień. I rozklejam się tu, bo w rzeczywistości muszę się trzymać. Bo mogła umrzeć moja Babcia-Mama, ale został jeszcze Dziadek-Tato. A ktoś tu się musi trzymać.

Bo nawet jeśli z Babcią odeszła jakaś część mnie to nadal tu jestem. Wybrakowana i jakoś biedniejsza, ale pełna wspomnień. Żałuję tylko, że nigdy nie zobaczyła jak odbieram nagrodę na koniec liceum, że nie zobaczy mnie na studiach.

To boli, tak po prostu.

3 uwagi do wpisu ““Pamiętaj, że już nigdy nie będzie tak samo”

  1. Koniec liceum, już niedługo wszystko będzie za Tobą, oby się jak najszybciej uniezależnić od matki, oby znaleźć kogoś dla kogo chce się coś robić, bo można oszaleć.

  2. Im lepiej będziesz żyła tym większy ukłon to będzie w stronę Babci. Straciłam w ciągu ostatnich 9 miesięcy moją ukochaną Babcię i dwóch Dziadków. Mam 30 lat a Oni wydawali się wieczni… już ich nie ma, ale właśnie teraz doceniam ich rady i życiowe mądrości… Bądź dzielna i skup się na sobie!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s