Nie oszukujmy się, czyli się nie oszukujmy no!

 

Przełknęłam kilka ciężkich dyskusji na temat mojego braku samodzielności (tak, właśnie tak – oni na prawdę tak myślą!), zdarłam sobie gardło próbując ich przekrzyczeć, wykorzystałam każdy pokład inteligencji jaki w sobie mam i zgodziłam się na wyjazd za granicę. (Wiem, jestem niewdzięczna) Zdążyłam sobie już kupić nowy strój kąpielowy, co jest na prawdę sporym wyczynem, bo jak się ma małe cycki i zbyt duży obwód bioder to jest ciężko. Kupiłam wszystkie możliwe kremy do opalania, do chłodzenia, klapki w kilku kolorach (nie oszukujmy się #1– i tak będę chodziła tylko w tych szarych z Auchan). Poinformowałam wszystkich dookoła, że jedziemy i że będę wypoczywać niczym monakijska księżniczka. Załatwiłam opiekę dla rybki (bo jeszcze by wypłynęła z głodu i braku tlenu przez te 10 dni). Zaczęłam nawet myśleć jakie ciuchy i w co zapakuję, a tu nagle przyszedł 23 czerwca, 5 dni przed ogłoszeniem wyników matur (dygot, spocone ręce, bezsenne noce) i zdałam sobie sprawę, że.. NIE MOGĘ JECHAĆ!!

Cenię sobie edukację. Może po moich ocenach nie zawsze było to widać, bo wyznaję raczej liberalne podejście do nauki, ale tak – cenię edukację, a tym bardziej edukację kobiet. Kobieta powinna dużo wiedzieć i powinna być wszechstronna. Dlatego jestem za pomysłem mojego pójścia na studia, które niestety, ale wchodzi w paradę mojemu wyjazdowi za granicę w te wakacje.

Wpisowe uszczupliło domowy budżet. No cóż, wydałam lekka ręką sporo kasy w ciągu kilku dni, a pan w okienku banku patrzył na mnie jak na szaloną, kiedy podawałam mu kolejne blankiety z poleceniem przelewu. Stwierdził, że pomogłam mu w decyzji o nieposiadaniu dzieci, bo to “kosztowna zabawa”. Tu się zgadzam. Dzieci to kosztowna zabawa, więc jeśli kogoś nie stać to lepiej przed wydać kasę na dobre gumki (generalizuję – proszę się nie oburzać!) niż później zepsuć skąpstwem życie hipotetycznemu dziecku. Ale powracając do meritum..

Zawsze, czyli od 2 lat (fest..), firma ojca miała urlop na początku sierpnia i właśnie wtedy jechaliśmy za granicę. W tym roku trochę wszystko się pospieszyło i już 22 lipca wyjeżdżamy. To znaczy, oni jadą, bo ja nie przewiduję swojego wyjazdu od jakiś.. 20 minut.

Okazało się, że o ile rekrutacja w Krakowie i Rzeszowie kończy się stosunkowo wcześnie i że miałabym szansę być na wszystkich naborach (nie oszukujmy się #2: mam poważne obawy co do wyników mojej matury..), to Uniwersytet Warszawski rozłożył rekrutację na cały lipiec i tu mnie cholera strzela! Bo i ile na pierwszym naborze będę, na drugim też, to na ewentualnych pozostałych nie będę. Co więcej, jeśli dostałabym się przy drugim naborze (nie oszukujmy się #3: Warszawa to marzenie) to nie będę miała szansy potwierdzić swojego miejsca, bo będę wtedy w drodze na słoneczne wybrzeże Chorwacji. NO I?! Co teraz?

Moja mama wyglądała jakby trafił ją piorun: No tato na pewno nie zmieni terminu urlopu! No przepraszam – a czy ja zmienię termin rekrutacji na Warszawskim?! No chyba nie, więc nie do mnie te żale.

W ten sposób najprawdopodobniej nigdzie nie jadę (nie oszukujmy się #4: głupio wydałam masę kasy na przygotowania do wyjazdu). Nie wiem już czy się cieszyć czy nie, bo wszystko jest takie zagmatwane.

A tymczasem – już 28 czerwca od godziny 8.00 do 15.00 w wyznaczonych salach absolwenci II LO w Zadupiu mogą odebrać świadectwa dojrzałości. A moje nogi się trzęsą i przypomina mi się tylko ta sterta błędów, które zrobiłam we wszystkich możliwych wypracowaniach na maturze!

-A weź mi nawet nie mów. Całą noc będę klikała “Odśwież” i piła kawę z termosu.

-Myślisz, że mogę do ciebie przyjść i klikać z tobą?

-Myślę, że lepiej dostać fioła przy klikaniu z tobą niż w towarzystwie mojego psa.

15 uwag do wpisu “Nie oszukujmy się, czyli się nie oszukujmy no!

  1. Wszystko zależy od kierunku studiów, ja 5 lat temu gdybym wiedziała ile te studia zabiorą mi czasu, możliwości i jak gówno są warte to bym ich nigdy nie robiła. Kobieta może dużo wiedzieć i być wszechstronna nie mając koniecznie mgr przed nazwiskiem, bo nie oszukujmy się teraz byle debil może to mieć. UW nie polecam, przestarzałe, olewcze, bez sensu – przynajmiej tak mówili mi wszyscy znajomi, którzy mieli okazję tam studiować. Wszystko oczywiście zależy od kierunku, ale wątpie czy jeśli wybierasz się na UW, czy na UJ to idziesz na mechatronikę albo inzynierię… Studia to praktycznie rzecz biorąc strata czasu.

    A co do wydawania pieniędzy lekką ręką to nie będzie Ci już to tak łatwo szło, kiedy trzeba je najpierw zarobić. Stwierdzenie, że jak kogoś nie stać na wydanie sporych kwot na dorosłą babe(!), to niech nie robi dzieci to obrzydliwa ignorancja i rozpieszczone egocentryczne dziamganie. Zepsuć życie skąpstwem? Posłuchaj sama siebie…

    1. Do Warszawy chcę iść, bo uwielbiam to miasto i tam czuję się najlepiej. O olewactwie i braku sensu słyszałam też od znajomych o UJ czy innych uniwersytetach, więc raczej się tym nie kieruję.:)

      Wydałam lekką ręką te pieniądze, bo zarobiłam – nie wzięłam od rodziców. Trafiła się okazja i z niej skorzystałam, przez co wpłynęło mi nieco gotówki do kieszeni. A co do „rozpieszczonego egocentrycznego dziamgania” to pewnie tak jest. Jestem rozpieszczona, może dlatego, że dużo rzeczy przychodzi mi z łatwością. I tak, jestem skupiona na sobie. Ale cała rzecz jest w tym, że uważam, że jeśli kogoś nie stać to nie powinien mieć dzieci. Bo jak kogoś nie stać, a ma dzieci i później przy każdym wydatku (mówię to tych potrzebnych) wypomina, że dziecko jest ciężarem, że za dużo kosztuje itp. to nie rozumiem gdzie tu sens i logika.

      Tyle, jeśli chodzi o komentarz „dorosłej baby”.😉

      1. A jak własne to zwracam honor.

        W dzisiejszych czasach nikogo nie stać. Nie stać człowieka, żeby kupić dwie pary butów w miesiącu, a co dopiero dzieci. A taki jeden z drugim Ci powiedzą, że jak masz jedno dziecko to będziesz miał ulg od podatku bo trzeba mieć przynajmniej dwa, najlepiej pięć i zlikwidować aborcje dzieci z wadami genetycznymi, bo musisz, musisz, musisz… Ja nie wiem czy w ciągu najbliższych 10 lat będzie mnie stać na cokolwiek poza dociągnieciem od 10 do 10tego. Także na starość zdechnę w samotności, bo nie będe miała na wakacje dla dzieci, wiec nie moge ich mieć :<

      2. Ja jestem pro-choice – uważam, że kobieta powinna mieć wybór. We wszystkim. Patrzę na moją rodzinę i po prostu wiem, że jeśli miałabym mieć dziecko tylko po to, żebym miała kogo kochać, a jednocześnie codziennie jęczałabym, że dużo mnie kosztuje, że na mnie pasożytuje czy że wymusza wydatki to wolałabym go nie mieć.. Ale to mój prywatny pogląd i nie oczekuję, że wiele osób się z nim zgodzi.:)

      3. Uwierz mi, często nie jęczeć ciągle, bo nie tylko dziecko dużo kosztuje… Ja jęczę, że mój mąż mnie dużo kosztuje, co nie znaczy, że nie chcę go mieć. Dziecko nie pasożytuje, tylko dziecko trzeba utrzymywać, ale ja na przykład uważam, że tylko do pewnego czasu. Skoro możesz pić, palić, głosować i masz wszelkie prawa, to znaczy, że równie dobrze możesz na siebie zarabiać. A co byś powiedziała na 27 letniego konia, co mamusia daje mu ciągle na piwko, płaci za studia już 8 rok (a jemu się nie chce pisać mgr), przepracował w życiu rok i nie ma chęci znalezienia pracy ani żadnych obowiązków? Czy takiego też byś utrzymywała?

      4. Nie wyobrażam sobie, żeby utrzymywali mnie rodzice po studiach – chyba bym się przekręciła.
        No tu się zgadzamy – nie ma szans, żeby utrzymywać kogoś, kto chce same prawa i zero obowiązków. Z resztą człowiek jest kowalem swojego losu i musi się z nim sam uporać.

      5. A widzisz, tu jest haczyk – on jeszcze nie jest po studiach…:). Nie potrafi po sobie pozmywać, nie potrafi po sobie posprzątać, nie potrafi gotować, a jak coś mu się zrobi to nawet nie powie „dziękuje”… Wiadomo, że musi uporać się sam, ale jednak ciągle mnie to dotyczy, bo to moja rodzina i musze się z tym użerać od czasu do czasu…

        Przykro mi z powodu Twojego wyjazdu, mnie chyba też urlop zajebią…

      6. A nie, nie ja:), moja teściowa:), bo to mój szwagier… Która jebnięta by chciała takiego niemote za faceta, daj spokój… xD

  2. teraz trochę stresu, a potem 5 lat, kiedy to tak naprawdę wszystko zależy od Ciebie. polecam kierunki ścisłe i szukanie praktyk/pracy tak od 2 roku. w przeciwnym razie będziesz miała poczucie zmarnowania czasu. UJ baaardzo nie polecam – zero praktyk, wszystko na sucho + biurokracja ogromna!

      1. na papierze to wygląda fajnie – ileśtam godzin praktyk. ale jak się przyjrzysz to zobaczysz, że w dużej części to jakieś wielkie ściemy. studiowałam psychologię – w ramach „praktyk” ludzie kserowali arkusze testowe dla firm znajomych wykładowcy, albo kilka godzin słuchaliśmy w urzędzie miasta o administracji…porażka.

      2. będzie dobrze jak sama się rozejrzysz za jakimś stażem, albo pracą związaną z wybranym kierunkiem. wtedy będziesz mieć i praktyki porządne i dyplom „dobrej” uczelni:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s