Kilka słów o pracy dorywczej

1010515_545299498864866_54414806_n

Pomimo średniej klasy dobrobytu, w jakim żyję ja i moja rodzina – dostaję 60 złotych miesięcznie. W oczach moich rodziców to wystarczająca kwota, która powinna wystarczyć mi na bytowanie przez następne 30 dni. Kino, cotygodniowy Newsweek, coś słodkiego, kosmetyki, jakaś bluzka, doładowanie do telefonu. Gdyby to podliczyć to wydatki znacznie przewyższają przewidziany budżet. Nie będę kłamać – dostaję pieniądze od dziadka i może nie jakoś wiele, ale stać mnie dzięki tej pomocy na to, co wcześniej wypisałam i nie muszę się martwić, że na koniec miesiąca będę się martwiła o to, że nie mam na “coś tam”.

Nie jest tanio. Wszystko jest cholernie drogie. Pomimo tego, że lubię zakupy to jednocześnie ich nienawidzę, bo drażni mnie to, że wszystko jest tak strasznie drogie, że ceny są maksymalnie wysokie i nadal rosną.

Pamiętam dyskusję na temat kieszonkowego i próśb o 40 złotych więcej. Prośby spłynęły po rodzicach jak woda po kaczce i zdałam sobie sprawę, że sama muszę się za to zabrać.

W gimnazjum rozdawało się ulotki. Stanie w cieniu Urzędu Wojewódzkiego w Rzeszowie, centra handlowe, olbrzymie parkingi i wypracowywanie techniki wkładania kartek za wycieraczki. Spalone ramiona, nogi wychodzące (za przeproszeniem) z dupy po każdym dniu i 200 złotych po 2-3 dniach. Jak sobie o tym myślę to aż mi się coś przewraca, bo wtedy miałam tyle energii.. Fajnie.

W liceum nie było inaczej. Ulotki, sprzedaż książek na koniec roku niższym klasom –mój błąd: kasę za książki oddawałam rodzicom, bo twierdzili, że należy im się zwrot.. No to zostają ulotki. Kilka tygodni robiłam zakupy takiej jednej pani, ale w pewnym momencie zamieszkała z nią jej córka i dochód się uciął. Sprzedawanie w antykwariacie książek, bo przecież każdy ma takie, których nie lubi, a potrzeba miejsca na coś innego..

Pod koniec liceum znalazłam pracę przez Internet przy korekcie tekstów. Za stronę 15 złotych, dziennie poprawiałam 5-7, więc łatwo sobie policzyć. Praca łatwa, miła i przyjemna, a dochodowa. Do dziś to robię i jest na prawdę spoko.

Poprzednio pisałam, że lekką ręką wydałam kasę na przygotowania do wyjazdu do Chorwacji. Nie napisałam, że żeby wydać, najpierw przywdziałam seksowne wdzianko misia i biegałam w nim od 10 do 19 po rzeszowskim centrum handlowym (jednym z wielu). Można powiedzieć – pochodziła, powymachiwała łapami, porobiła z siebie idiotę, poprzytulała dzieci i dostała 100 złotych. Owszem, brzmi prosto. Ale pochodź w mocno grzejącym kostiumie misia 9 godzin to pogadamy. A ja chodziłam 3 dni (jakaś promocja była..) więc jak ostatniego dnia zdjęłam to wszystko z siebie to nie wiedziałam, co mam zrobić z radości – opuściłam futerkowe i bardzo ciepłe wnętrze misia!

Rzecz w tym, że żadne pieniądze nie przychodzą bardzo łatwo. Trzeba się zaangażować. A że ja lubię się zaangażować (pomimo całego mojego lenistwa) to mogę sobie pozwolić na to, żeby kupić sobie coś ładnego, kupić sobie jedną gazetę więcej czy wydać na telefon 10 złotych więcej. Jestem w stanie pojechać do kina, po czym bez wyrzutów sumienia iść do McKwaczora i kupić zestaw dla mnie i brata, a w drodze powrotnej zatankować mamie samochód.

By na koniec dnia nie prosić nikogo po pożyczkę.

Nie wiem, jak będzie na studiach. Może być tak, że będę musiała zrezygnować z beztroskiego biegania po kinach czy kupowania sobie “jeszcze jednej koszulki”. Prawdopodobnie (jeśli się dostanę) będę oszczędzać każdy grosz i próbować się usamodzielnić, bo ile można żyć na garnuszku rodziców. Ale wiem jedno – jestem dumna z tego, że mnie stać. Że potrafiłam się tak zakręcić, żeby nie prosić o dodatkowe pieniądze i nie słuchać żalów rodziców, że znów coś chcę. Jestem w stanie zaspokoić swoje 19-letnie potrzeby, te dodatkowe i wiem, że nie każdy tak może i nie każdy tak ma. Ja mam i zrobiłam to sama.

Jest mi z tym cholernie dobrze. Przecież wiadomo, że satysfakcja to jedno z lepiej działających lekarstw.

4 uwagi do wpisu “Kilka słów o pracy dorywczej

  1. Ceny to koszmar, rosną i rosną, i rosną, i rosną… Biegania w stroju współczuję, nigdy tego nie robiłam, ale wyobrażam sobie, że musi być ciepło.
    Ach kochana Warszawa, gdzie wypad do kina na dwie osoby kosztuje 160zł (ok. 40zł bilet na autobus, 40zł bilety, 30zł za popcorn, 40zł-50zł za jakieś byle jakie żarcie… Pensja 1100zł – na dwoje, bo bezrobocie jest koszmarne. Z tego podstawowe zakupy na początku miesiąca 300, rachunki 400, doładowania do telefonu 60zł, tabletki anty 70zł, za benzynę ani bilety na szczęście nie płacę, bo blisko do pracy i zostaje, zaraz… 270zł na dwoje na jakieś 30 dni🙂. Z czego 150 zł pójdzie śniadania do pracy… Ach więc 120zł na resztę… To i tak niezły wynik, bo rozkładamy rachunki na 8 osób i nie płacę żadnych czynszów. Może braknąć na kino…:)

    A praca dodatkowa wydaje się ciekawa, chętnie wzięłabym namiar jakiś xD… Ja robiłam kiedyś transkrypcje audio zanim dostałam świetną posadę, na umowe zlecenie za psie pieniądze w wielkiej państwowej firmie:). Ach to były piękne czasy…

    1. No i jak tak człowiek zrobi bilans wydatków i na niego popatrzy to się załamać można.. Na samo jedzenie idzie kupa kasy, a jeszcze właśnie mieszkanie i wszystko inne. Ja mam o tyle dobrze, że mieszkam jeszcze u rodziców, ale jakbym poszła na studia to będę musiała zacząć o tym myśleć i skończą się szalone wypady do kina, bo trzeba będzie zapłacić rachunki..;)

  2. Słusznie jesteś dumna z siebie – tak trzymać! Na pewno poradzisz sobie w życiu w przeciwieństwie do wielu Twoich rówieśników. Przepraszam, że generalizuję, ale z moich doświadczeń wynika, że pozostawanie na garnuszku u rodziców jakoś powszednieje…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s