Jak się przypocę to się bardziej przyklejam*

Nie jestem fanką jedzenia w kinie. To mlaskanie, ciamkanie, skupianie uwagi na tym, czy starczy mi coli do końca filmu – ogarnia mnie przerażenie. Możecie mówić, że jestem nawiedzona, ale ja wręcz KOCHAM kino. Ten nastrój, kurz, który widać w świetle z projektora. Ile razy było tak, że rezerwowałam miejsce tuż pod nim, żeby tylko obserwować pyłki oświetlone przez blok reklamowy… I muszę przyznać, że drażni mnie to, kiedy inni jedzą, rozsypują dookoła, chroboczą, a moja uwaga automatycznie się rozprasza.

Gdzie najczęściej można spotkać chroboczącą widownię? Na filmach dla dzieci! Jak rozpoznać filmy dla dzieci (oprócz niezwykle kolorowych plakatów i tytułu)? Po chrobotaniu!

Ale teraz zadam Wam pytanie retoryczne – czy mogłabym się oprzeć “Uniwersytetowi potwornemu”? No właśnie – ja też odpowiedziałam sobie, że muszę to zobaczyć, bo to przecież kontynuacja jednej z moich ulubionych bajek!

I teraz się pochwalę – WYTRWAŁAM! Sala pełna dzieci, ja wyglądałam jak młodociany pedofil w wersji żeńskiej. Miejsce dobre bo trochę wyżej niż środkowy rząd, ale perfekcyjne środkowe miejsce. Telefon wyciszony, próbuję ogarnąć jak bardzo dzieciarnia zagłuszy mój odbiór i myślałam, że będzie gorzej. Przede mną – ojciec z trójką dzieci razem z dwoma beczkami coli i kontenerem chipsów. Z obu moich stron – dzieci z podobnym zestawem (odkryłam, że dostali takie wyczesane kubeczki z głowami Sally’ego albo Mike’a i wtedy poczułam ukłucie zazdrości, bo ja przecież UWIELBIAM Mike’a!). Najgorzej jednak było z tyłu. Podejrzewam, że to jakaś pół-kolonia. Dwie panie opiekunki po bokach, a w środku przedział wiekowy 7-9, czyli jeszcze nie duzi, ale już nie mali. Powiem szczerze, że kopanie w mój fotel było mało atrakcyjne, ale powstrzymałam się od komentarza. Te dzieci miały swoje wychodne, ja swoje – nie uprzykrzajmy sobie tego miłego czasu.

Zaczynają się reklamy, a tu nagle zza pleców zaczyna się horror jedzeniowy. Otwieranie opakowań z chipsami, paluszkami, colą czy dźwięk zasuwanych plecaków. Mlaskanie bez ogłady – jak tu się skupić?

Jedno, co lubię w blokach reklamowych przed filmami dla dzieci to to, że są krótkie. Po nich następują równie krótkie zapowiedzi następnych bajek (czyżbym wybierała się na “Frozen” w grudniu?).

Pixar znów mnie nie zawiódł. Po zawalistych “Potworach i spółce” (to było 12 lat temu.. Matko – STARZEJĘ SIĘ!) muszę przyznać, że druga część jest dokładnie taka sama. Humor z polotem, grafika na wysokim (jak dla mnie) poziomie, bo przecież w pewnym momencie pomyślałam, że futro Sally’ego musiałoby być super miękkie gdyby było prawdziwe.. A w międzyczasie morał, że przyjaźń i współpraca są wszystkim, że każda sytuacja, nawet ta, która wygląda źle, da się odkręcić. Jednym słowem – zachwyt!

Oczywiście – z uśmiechem powitałam krótką bajkę o niebieskim parasolu. Bajka o tym, że wśród tłumu mogą odnaleźć się pokrewne dusze i że nie ważne co – zawsze znajdą sposób, by się poznać, nawet jeśli okoliczności im nie sprzyjają.

 

Nie lubię chrobotania w kinie, wkurza mnie. Ale powiem tak – wszystko jest do zniesienia, a dla bajek wytwórni Pixar jestem w stanie zakopać wojenny topór i przez dwie godziny śmiać się razem z całą bandą “przyszłości narodu” (serio, jak będą tak kopać wszystkich jak kopali mój fotel to życzę im powodzenia w branży pogrzebowej).

th

*cytat z “Uniwersytetu potwornego”; ja się nigdzie nie przyklejam…

9 uwag do wpisu “Jak się przypocę to się bardziej przyklejam*

      1. Chociaż to zawsze zależy od tego ile osób jest na sali. Jak jest mało – tak jak ja zazwyczaj jestem to max 20 osób na sale xD to nie przeszkadza. Raz byłam na przedpremierówce Piratów z Karaibów, sala full + miliard ludzi na schodach. To dopiero był koszmar, smieci, kopanie w plecy, duchota – ze 30 stopni = żadna przyjemność z oglądania i pójście do kina mija się z celem. Dlatego teraz chodzę do kina rano i najlepiej w środku tygodnia.

      2. No właśnie ja lubię rano chodzić do kina, bo jest mało ludzi i myślałam, że będzie mało, ale nie wzięłam pod uwagę, że są przecież wakacje i że to film dla dzieci.:D
        Ale warto było!

      3. Podczepię się.
        U mnie nie ma nigdy problemu przepełnionej sali. Zazwyczaj jest wręcz pusto i do ostatniej chwili istnieje ryzyko, że seans zostanie odwołany.

        Konsumowania w kinie również nie toleruję. Przed komputerem lub telewizorem w trakcie oglądania filmu owszem, ale nie w kinie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s