Listy do B.

Dwa lata temu odszedłeś bez słowa. Przepraszam, mówiłeś, że to moja wina, że wszystko jest tak na poważnie. Że może ty tego nie chcesz. Że chcesz mieć przestrzeń. Nie chciałam być wulgarna i nie powiedziałam tego, co powiedzieć chciałam. Nie skomentowałam również faktu, że tydzień później spotykałeś się z inną dziewczyną. Z nonsensem się nie dyskutuje.

Minęło kilka miesięcy, ochłonęłam i życie znów nabrało kolorów. Co prawda myślałam o tobie, śniłam o tobie, zastanawiałam się, co robisz. Moja głowa była rozwalona, rozpieprzona przez twoją twarz w niej. I wtedy napisałeś. Pewnie chciałeś dobrze, ale nigdy nikomu nie powiedziałam, że zepsułeś tym „napisaniem” moje 18 urodziny. Magiczne przejście do “dorosłego świata”. Niby się cieszyłam, bo co miałam powiedzieć. Ale w głębi duszy miałam sobie za złe, że wpakowałam się w rozmowę z tobą. Przywiodła zbyt dużo wspomnień i zajęła mój umysł na kilka dobrych miesięcy. Niepotrzebnie, bo przecież i tak spotykałeś się z nią, a ja już dawno wypadłam z obiegu.

Pojechałam do Chorwacji. Świetny wyjazd. Poznałam kilkoro na prawdę spoko osób. Nawet ojciec powstrzymywał się od złośliwości. W powietrzu wisiał złowrogo zapach 3 klasy LO i ta przedziwna matura. Wróciłam z piękną opalenizną, którą podziwiała nawet moja Babcia – stanowcza przeciwniczka opalania. Na mojej twarzy zawitał uśmiech, serce biło normalnie. W portfelu dumnie siedziało prawo jazdy zrobione jeszcze w maju i wypróbowane za granicą.

Znów napisałeś. Tym razem w rocznicę naszego rozstania. Ironia losu, a może twoje świadome działanie. Nigdy nie byłeś zdecydowany z kim tak na prawdę chcesz być. Ze mną czy z kimś innym. Poszłam się z tobą spotkać, teraz nawet już nie wiem dlaczego. Może dlatego, że przez głowę przemknęła mi myśl, że możemy wszystko odbudować.

Zawróciłeś mi w głowie swoimi uśmiechami. Zawróciłeś mi w głowie swoimi spojrzeniami. Czułam się oczarowana i jakaś taka lekka. Czułam się jakbyśmy się nigdy nie rozstawali, jakby wszystko było po staremu. Przytuliłeś mnie. Rozpamiętywałam to przez kolejny tydzień. Do momentu, aż zobaczyłam ciebie z nią na ulicy.

A później umarła Babcia i nie myślałam o tobie. Musiałam szybko się pozbierać, bo ilość jedynek powiększała się w zawrotnym tempie. Chyba jeszcze pisałeś, ale ja byłam w żałobie. Nie miałam czasu, żeby przejmować się sobą, bo musiałam przejmować się osamotnionym Dziadkiem. Myślałam, że może napiszesz na urodziny, tak jak rok temu, ale nie odezwałeś się.

Napisałeś. I to było dziwne. Bez sprecyzowanego powodu, jakby przez pomyłkę. Zwykłe “Hej. Co u ciebie?”. Przez kilka dni próbowaliśmy się wzajemnie złapać, ale nie udało się. Ja spotykałam się z Nim, a ty z Nią. Uczucia się zatarły. W pewnym momencie już nie byłam pewna czy cię kocham czy nienawidzę.

Jadę na wakacje. Trzeci rok z rzędu. Ale w tym roku nie przewiduję zerwań z tobą, ani spotkań z tobą, ani rozmów z tobą. Oczekuję po powrocie słońca i pozytywnie rozpatrzonego wniosku o akademik. Bo widzisz – tak się złożyło, że nie ma już dla ciebie miejsca w moim życiu.

Jestem szczęśliwa. Mam 19 lat i idę na wymarzone studia. Daleko od ciebie. Bo ty zostajesz tu. I mam nadzieję, że tu zgnijesz. Tak bardzo bałam się powiedzieć to samej sobie. Teraz mówię. Dorosłam do tego, żeby ci powiedzieć, że zniszczyłeś mój umysł, moje postrzeganie dobra w ludziach, moje marzenia, moją niewinność. Zniszczyłeś to uczucie. Nie wiem czy potrafiłabym cię kochać tak, jak kochałam kiedyś. Nie znam cię. Za bardzo się zmieniłeś.

Teraz rozumiem, co miała na myśli moja mama mówiąc, że nie ma w twoich oczach dobra. Ja widziałam w nich światełko i ona je widziała. Ale obie postrzegałyśmy je inaczej i muszę przyznać, że ona poznała cię lepiej po dwóch rozmowach niż ja po 4 latach.

                                                                                          Już nie twoja i nie z miłością

                                                                                          Ina

4 uwagi do wpisu “Listy do B.

  1. nie jestem ekspertem w sercowych sprawach, ale wg mnie to czasem po drodze razem a czasem nie… nic na siłę i cieszę się, że się pozbierałaś, bo świat wielki jest, wart odkrywana…😉

  2. Spotkasz kogoś lepszego, mnie się podobna rzecz przydarzyła pod koniec liceum, rozeszłam się z tym fiutem i popadłam w taką deprechę, że to szok, jak teraz to wspominam. A potem znikąd pojawił się mój mąż:), także są jeszcze normalni faceci na świecie, nie ma co się dobijać tymi co nie są warci naszej uwagi.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s