Czarno-biało-granatowi

Wczoraj wieczorem poczułam jakiś dziwny lęk, jakbym się denerwowała. Uczucie znajome, jakby trochę obezwładnione, żadne tam trzęsienie się rąk czy zanik mowy. Lekkie szarady mózgu z sercem, niestety tematem nie podzielone ze mną. Położyłam się spokojnie spać, uprzednio posłuchawszy mieszanki muzycznej (matko, czego ja czasami słucham to wstyd…) i zapomniałam.

Wstałam i wyszukuję w sobie tego lęku. Jest! Wiedziałam. Co jest z tym porankiem nie tak? I z poprzednim wieczorem? Zjadłam, wzięłam antybiotyk i pięknie wyszłam z domu do lekarza. Kiedy weszłam bardziej do miasta wiedziałam, o co chodziło.

Serce zaczęło mi mocniej bić, a umysł się zaciemnił. Początek roku. Biało-czarno-granatowe tłumy podążały albo z kościoła do szkoły, albo ze szkoły do kościoła, albo podążały już do domu z białymi karteczkami z nadrukowanym planem lekcji. Usłyszałam wieczne kwękanie, że plan jest chuj**y, że do dupy, że ktoś kończy w piątek późno, a ktoś ma w poniedziałek pierwszą lekcję na 7.10. Kilka osób wyśmiewało wychowawcę, że już ich straszy maturą, a jeszcze się na dobre nikt nie zdecydował, co zdawać i co z tym później robić. Dziewczyny porównywały stroje i w ogóle to na ten jeden poranek urosły minimum 7 cm. Chłopcy zdjęli krawaty i rozpięli luźno górne guziki koszul – tylko oni wyglądali na na prawdę zrelaksowanych.

A ja tak sobie podążałam w tym tłumie i patrzyłam. I zdałam sobie sprawę, że nie da się cofnąć czasu, że wszystko przemija i że nie dostanę już takiego małego planu lekcji, który ktoś tam na górze ułożył i podał na tacy niewdzięcznym uczniom. Że jutro nie pójdę rano do szkoły w wymiętym swetrze (bo przecież trzeba pospać dłużej, a później ubierać, co popadnie), z pierwszą lepszą torbą na ramieniu i nie ziewnę tęsknie w stronę łóżka. Będę wtedy spać, marzyć o duperelach i nie przejmować się tym, że w kilku kluczowych miejscach w moim mieście rzesze uczniów usadzono w ławkach i, zależnie od wieku, straszy się ich egzaminem gimnazjalnym, maturą, testem trzecich klas czy testem po podstawówce.

To mnie już nie dotyczy.

Usiadłam w poczekalni, wyjęłam skierowanie i znów przypomniały mi się te małe kartki z planem lekcji.

Czas za szybko mi zleciał. Nie zdążyłam sobie tego uświadomić i pewnie źle go przeżyłam.

Szarady skończone. Jak zawsze wygrałam ja. A może przegrałam?

Nie wiem…

1548_5cb3_601

Jedna uwaga do wpisu “Czarno-biało-granatowi

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s