Polski sen

Mamo kochana, jest już 17 września. W sobotę wyjeżdżam i zostawiam małomiasteczkowy marazm. Zrobię coś, o czym marzyłam od prawie dekady. Można powiedzieć, że ta chwila będzie wiekopomna, wręcz domagająca się wielkiej sceny, świateł i oklasków.

To jest mój polski sen. Wyjechać do dużego miasta – karmić się szerokimi ulicami, pośpiechem, światłami latarni i szumem samochodów. Szukać inspiracji dla nowego dnia patrząc na wypełnione betonem powierzchnie. Przesiadać się z tramwaju do autobusu, z autobusu do metra. Codziennie oddychać spalinami i znajdywać uciechę w maszerowaniu zatłoczonymi przez tłumy zniewolonych chodnikami. Wypatrywać choćby jednego promyka słońca zza wysokich budynków. Oszczędzać, gonić, szukać, pożądać, próbować. Wciąż, wciąż, wciąż.

Tego chcę. Chcę się tym napawać, że wreszcie się udało, że wreszcie jestem tam, gdzie chcę być, gdzie czuję się jak ryba w wodzie, gdzie każdy dzień przypomina mi o tym, co już mam i co mogę mieć. Gdzie każdy krok wyrabia we mnie dyscyplinę, by podążać dalej i zostawiać w tyle ból. Chcę codziennie jechać tramwajem i obcować z innymi. Patrzeć na ich zmęczone, poszarzałe twarze i szukać w sobie jeszcze tego małomiasteczkowego kolorytu.

Tak na prawdę to wracam. Wracam do mojej Warszawy i mimo tego strachu, że coś będzie nie tak, że początek będzie ciężki (początki zawsze są przecież ciężkie) to mam w sobie ten pierwiastek wiary w swoje możliwości. W pragnienia. Bo pracowałam na to, żeby wrócić. Żeby odnowić znajomości. Żeby mieć o czym pisać i myśleć.

Myślę też o tym, co było tu, w marazmie. Myślę o Bartku, że czasy tego szczęścia nie wrócą, że on zapomniał, a ja byłam głupia. Myślę o tych wszystkich znajomych, o tym twarzach, które gdzieś kiedyś się pojawiły w moim życiu. Niektórych pewnie już nie pamiętam, kilku bym nie poznała, a kilka wciąż jest ze mną. Myślę też o Masterze, który wydaje się nieobecny, ale też zapomni. Szkoda mi tylko Dziadka. Bo tu zostanie, sam. Mama jest ok, ale nie będzie miała czasu do niego pójść, porozwiązywać krzyżówek i wypić na spokojnie kawy.

Ale wracam. Tego chciałam i chcę. Wracam do mojego polskiego snu i mam nadzieję, że uda mi się szybko go zaktualizować. Nie może być źle. A jak będzie to będę się skarżyć. Ale żadnych powrotów do marazmu.

Ile można tak żyć? Przecież tu nawet porządnego kina nie ma!

Aaaa!😀

6 uwag do wpisu “Polski sen

  1. ja po tych 2 tygodniach szkoły mam dosyć zatłoczonego i wiecznie opóźnionego pociągu, tłoku w tramwaju, wyjmowania biletu jak chce pojechać gdzieś metrem, już nie wyrabiam jak dookoła mnie jest tyle ludu, ale wiem że jestem mieszczuchem i nie mogłabym żyć na wsi gdzieś daleko, musze mieć miasto, spaliny, życie nocne i wieczny pośpiech….
    http://www.vanzaws.wordpress.com

  2. A ja rękoma i nogami się zapieram przed tymi tramwajami, z tymi cyganami jebanymi, przed tym metrem, gdzie nie ma czym oddychać, przed tym wiatrem z kurzem, co mało łba na skrzyżowaniu nie urwie, przed tymi ludźmi bezczelnymi… Ale, co kto lubi:), ja tam się ciesze, że już nie muszę tego codziennie przechodzić:).

    1. Dla mnie to jeszcze jest w pewien sposób nowość, ale tak sobie tę notkę napisałam, żeby, jak mi to wszystko zbrzydnie, sobie przypomnieć, że właśnie tego chciałam.:D Wtedy będzie zabawnie.:D

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s