Na przypale albo wcale

Nie lubię tych wielkich galerii handlowych. Ja wiem, dziwne, niedzisiejsze, skąd jestem i chyba z lasu/bagien/cokolwiek. Ale nie lubię. So fuckin’ charming!

Tak więc już ustaliliśmy, że wyprawa do Multikina w Złotych Tarasach to nie jest to, co mnie jakoś bardzo cieszy. Bo tłum, bo się można zgubić, bo kino na samej górze, pozbawione uroku jakiegoś starszego budynku, pani w okienku kasy. Taka sytuacja.

Jednak-jednak! “Wilk z Wall Street” w Multikinie, obiecałam sobie, że pójdę, umówiłam się z koleżanką. Dobra. Idziemy. Oczywiście, że pierwszy przypał już na ruchomych schodach.

Nie moja wina, że jest ich tak dużo. Jeżdżą w każdą możliwą stronę. “Ina, ale czemu zjeżdżasz na dół?” No, k**wa, nie wiem! Dlatego, że nie ogarnęłam, że te schody jadą w drugą stronę, a może dlatego, że kino jest na górze, a ja nie lubię tych sieciowych kin w centrach handlowych? Nieważne.

Udając, że jesteśmy zdrowe psychicznie, odebrałyśmy kino po wiejsku plotkując i odeszłyśmy w poszukiwaniu toalety. Kolejny przypał – spóźniłyśmy się na seans.

Pierwszy raz spóźniłam się na seans! Co za walk of shame przez salę… Dlatego najczęściej chodzę do kina sama. Bo 1) jak przyjdę wcześniej to będę wcześniej i nikt nie truje mi do ucha, że przyszłyśmy wcześniej 2) rzadko robię z siebie debila, a to duży sukces 3) nie jem w kinie.

Ostatni punkt – osobny przypał. Bo koleżanka jada. No cóż, nie będę z siebie robiła “dziwaka” i przetoleruję chrupanie popcornu i siorbanie coli przez pół seansu (“Pogódź się z tym! Nic tam już nie masz! Nie siorb, do cholery!) w imię znajomości.

Wracając do seansu… Wchodzimy spóźnione na salę, obładowane żarciem i piciem, gdzieś tam są słomki (“Hura, hura, wyglądamy jak morsy”). Rząd H, miejsca 12 i 13. Przypał nr następny, bo okazało się, że poszłyśmy rząd za daleko, usiadłyśmy nie sprawdzając miejsc tylko dlatego, żeby odciążyć obładowane ręce. Uprzejma para, gotowa zabić nas za zajęcie ich miejsca, wyprowadziła nas z błędu.

Trafiłyśmy do swojego rzędu i (wow, wow) na swoje miejsca. Wszystko się zgadza. Wiecie, przynajmniej przegapiłyśmy przez to reklamy. Tylko zajawek żal…

***

Szybkie pożegnanie, bo koleżance zaraz odjedzie nocny. Buzi, buzi, do zobaczenia, ucz się, bo nas do sesji nie dopuszczą. Takie pierdoły. Przeszłam pod Centralnym i zaliczyłam kolejny przypał wychodząc na puściutki przystanek tramwajowy. Patrzę na zegarek – 0:44. Damn! Idę na ten autobusowy – najbliższy nocny za 40 minut, zimno, ciemno, do akademika daleko.

Wyhaczam bankomat, wybieram hajsy i ciężko wkładam je do portfela.

-Na Kickiego, poproszę.

-Się robi…

 

Na bogato pojechałam taksówką do mieszkania. Po bardzo miłej rozmowie z taksówkarzem, z przestrachem rzuciłam pytanie:

-To ile tam wyszło..? (powiedz, że niedużo)

Odpowiedź mnie usatysfakcjonowała, jednak w najbliższym czasie nie przewiduję następnych jazd tym, bądź co bądź, drogim transportem publiczno-niepubliczno-nie wiadomo jakim.

***

A film? Bardzo dobry. Podobał mi się. Ale te przypały… Nawet goły tyłek DiCaprio nie jest w stanie tego jakoś zrównoważyć.

9 uwag do wpisu “Na przypale albo wcale

  1. przegapić reklamy to wieeeelka strata :p
    ostatni gdzieś było o tym, że dzieciom przed bajką puścili zwiastun filmu „nimfomanka” hehehehhe 😀
    ZŁOTE TARASY , straszne miejsce, nigdy prze nigdy jak nie musze to tam nie chodzę! koszmarne miejsce.
    http://www.vannzaws.wordpress.com

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s