No szału można dostać

Wiecie co? Mieszkanie w jednym pokoju z Ewą było fajne do czasu. Ten czas właśnie nastąpił. Jest niezręcznie.

Czemu?

Bo od tygodnia do mojej uroczej współlokatorki przychodzi ukochany. Ostatnio z radości, że przyszedł, odpuściłam pokój w piątek wieczorem i wróciłam do niego w sobotę po południu. Oczywiście z uśmiechem, że nie nie, wszystko ok i że wcale nie jestem zła, że chora musiałam spać u równie chorej koleżanki zamiast jak normalny człowiek spać we własnym łóżku z kubkiem ciepłej herbaty pod ręką.

Jest bardziej niż niezręcznie. I czuję się głupio. Bo kurczę, ile mogę gdzieś wychodzić za każdym razem, kiedy on przychodzi?

Do tego czuję się jak idiota, bo jestem traktowana jak taki mały debilek spod okna, coś w stylu lajtowego grumpy cata, który siedzi przed komputerem, z czegoś się śmieje i udaje, że nie słyszy o czym sobie tam w kąciku szczebioczą. Damn it! Nie udaję, bo gucio mnie obchodzi to, co mówią. Mam komputer, działający internet i poziom niezręczności jest i tak już wysoki. Nawet bez podsłuchiwania. Lana tak bardzo głośno w słuchawkach…

I wiecie co? W najbliższy piątek też się chyba ulotnię na całą dobę, bo znów “randki takie romantyczne i koniecznie w naszym pokoju”. Szlag zaczyna mnie trafiać. Get a room, ale nie, cholera, nasz! Bo ja się chcę u siebie wyspać po piątkowym wfie. A nie jakieś pierdolenie.

Pomijam te momenty, kiedy coś do mnie mówią, a ja ich nie słyszę i wychodzi na to, że jestem dzieckiem internetu i bez komputera nie wiem, co mam robić. Nie wiem, co mam robić jak on tu przychodzi.

GAD DEM YT!

I te stwierdzenia, że jestem perfekcyjną współlokatorką, bo nie zwracam uwagi na to, co dzieje się po jej stronie pokoju. No kurde, nie zwracam uwagi, bo boję się ją zwrócić.

 

Zaczynam go nie lubić. Jego “przyjdę tylko na chwilę” znaczy, ze przez następne 3 godziny będzie niezręcznie, krępująco i bez żadnego miejsca do pójścia. Bez przesady, sesja się zbliża. Jak ja mam się uczyć w tej chatce miłości?108

Ktoś chętny do nocowania mnie co weekend? Zapłacę! Będę dozgonnie wdzięczna! Albo po prostu mnie zabijcie.

A może czas na dopłacenie 2 stówek, hajsy by się zgadzały, a pokój taki samodzielny?…

21 uwag do wpisu “No szału można dostać

  1. Przyjeżdżaj! Proponuję wygodny materac i ciepłego kota na plecy. Minus ten, że pociągiem ze stolicy do mnie jakieś 10 godzin, więc przyjechałabyś, pospała, i musiała wracać😛
    Masakra, też miałam irytującą współlokatorkę, ale na szczęście w mieszkaniu gdzie wynajmowałyśmy pokój był drugi pusty i tam później właścicielka pozwalała jej go zapraszać. A potem się wyprowadziłam, ale znajomość się nie urwała: dziewczyna chciała się wprosić na sylwestra z narzeczonym, w czasie kiedy ja w każdej chwili spodziewałam się porodu😀
    Także, Ina: weź trzepnij tę moją imienniczkę w cztery litery (może być ucho) i jej powiedz co i jak. Albo daj linka do tego wpisu😀

    1. Takie wsparcie – dziękuję!
      Chyba czeka nas dziś rozmowa.. No chyba, że znów wpadnie niezapowiedziany (z wytłumaczeniem, że to akademik przecież i nikt się tu nie zapowiada..)

      1. Za takie gadanie to bym i jego trzepnęła. Może poproś po przyjacielsku jakiegoś kumpla, żeby Ci pomógł taką sytuację tej Ewce zaserwować?😀 Ciekawe, czy jej by się to podobało…

  2. Powiedz im, żeby dorośli i wzięli się za ważne sprawy, bo miłość to fikcja wymyślona przez ludzi słabych, którzy nie są sobie w stanie poradzić sami ze swoimi problemami.

  3. Ten jegomość swojego lokum nie ma? Czy biedactwu wstyd przy rodzicach? Niestety wspólne mieszkania zawsze tak mają i trzeba się z tym pogodzić ;] Czy to rodzeństwo, czy współlokatorzy ;]

    Może warto czegoś poszukać na gumtree itp.? Łatwo coś znaleźć tańszego już z opłatami. Dużo też zależy od dzielnicy i lokalizacji, no ale pewnie to już sama wiesz ;]

    Ostatecznie można zapraszać swoich znajomych i z tego powodu też wypraszać koleżankę. Jak się dowie co to znaczy być po drugiej stronie, szybko zmięknie jej rura.

    1. Też mi się kiedyś wydawało, że zapraszanie swoich gości to najlepszy sposób. Kiedy u mojego współlokatora (z sąsiedniego pokoju w czteroosobowym akademikowym mieszkaniu) zamieszkała dziewczyna i dziewczyna kumpla, który tam mieszkał od początku, u drugiego współlokatora „tylko” dziewczyna, a u współlokatorki przyjaciółka, też sobie zaprosiłam na dwa tygodnie 2 osoby, żeby pokazać, jak to jest. I… pokazałam, ale sobie. Oni natychmiast znaleźli wspólny język, natomiast ja przeniosłam swoje ręczniki i szczoteczkę do zębów do sąsiedniego mieszkania, bo tylko tam miałam szansę dostać się do łazienki. O ciszy i prywatności we własnym pokoju nie wspomnę. Teraz się z tego śmieję i miło wspominam, ale wtedy? Gdyby nie to, że wszystkie noże, jakie mieliśmy notorycznie leżały na dnie zlewu pokryte grubą warstwą sosu od spaghetti, pewnie nie obyłoby by się bez ofiar.

      1. Pewnie też będę się z tego kiedyś śmiać, ale w tym momencie jestem chora, mam do ogarnięcia masę rzeczy na sesję (wiem, że na studiach to nic nadzwyczajnego, ale to mój pierwszy raz, więc proszę o zrozumienie) i cieszę się, że zgubiłam mój najostrzejszy nóż, bo worki pod zlewem w kuchni na poćwiartowane ciała już są.

      2. No niestety takie sytuacje to czasem jak walka o przetrwanie ;] Ale takie doświadczenie też się przydaje. Dla mnie największą traumą było życie z 20 osobami w jednym pokoju przy pracy zagranicą. Nigdy więcej…

    2. Jegomość jest prawnikiem mieszkającym w akademiku naprzeciw. W swoim pokoju ma jeszcze dwóch kolegów, z którymi ma odwieczną umowę, że żaden nie będzie miał dziewczyny. (Ja wiem, dziwne..)

      Prawda jest taka, że zaczęłam właśnie przeglądać te oferty i kilka jest na prawdę zachęcających…

      1. Niestety prawnika nie przegadasz. Zawsze będzie wiedział swoje (dlatego zostają prawnikami). Powodzenia w szukaniu, naprawdę warto zaryzykować. Czasem warto też popytać znajomych z uczelni, a o danym mieszkaniu/właścicielu poszukać jeszcze w internecie, żeby nie wpaść z deszczu pod rynnę. Powodzenia ;]

  4. takie sytuacje są najgorsze, ja zawsze nie wiem co mam wtedy robić, zostać czy wyjść, wyjść na jakąś tam czy na inną, koszmar, współczuję bo to zawsze jest strasznie krępujące, módl się by zerwali… :p

    1. Heheszki. Nie potrzebują zrywać. Będę w pełni usatysfakcjonowana jak po prostu od czasu do czasu jegomość Łukasz wyprosi z pokoju swoich (co za odmiana) kolegów i zaprosi tam moją uroczą współlokatorkę.

    1. Już był wk**w za to, że lubi połowę moich linków na fb (takie zdziwienie, bo nie wiem, o co tu się czepiać) i że mu się „oczy zaświeciły” jak się dowiedział, że też lubię von Triera..

      Może podrywanie go to jest faktycznie dobry pomysł.:D

  5. hahaha, ale się uśmiałam😉 Biedna ty Ja chyba tez proponuję, żebyś jednak nie wychodziła i robiła swoje, może w końcu im zacznie się robić niezręcznie i znajdą sobie jakiś zaciszny, zaciemniony pub itp to poprzytulania😉 A swoja drogą, samodzielny, nawet malutki pokój to jest duży luksus i psychiczny komfort, może warto pomyśleć😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s