Budala sam!

Kiedy się jest dzieckiem to nie docenia się takich rzeczy jak umyte rano i wieczorem zęby. Na widok mięciutkiego, pachnącego łóżeczka ma się dreszcze, bo to oznacza, że trzeba skończyć zabawę i iść spać. Snu też się nie docenia – darcie pysia od wczesnych godzin porannych zawsze i wszędzie. Wieczorny prysznic jest udręką, bo mydło, bo szampon piecze w oczy.

Walk of shame do akademika dzisiejszego ranka był dotkliwy. Ubranie przesiąknięte smrodem z papierosów, guma do żucia nie pomogła na ten wątpliwej jakości zapach zmieszanego piwa z wódką i Mirindą. Zapobiegawczo starałam się nie patrzeć w szkła mijanych wystaw sklepowych, żeby nie przerazić się widokiem swojej twarzy z rozmazanym wczorajszym makijażem i związanymi w tłusty supeł włosami.

Blamaż! A Pani Mewa już tyle zrobiła!

Weszłam pod prysznic i to było to. Ciepły strumień wody, szampon, mydło, odżywka, żel do twarzy. Wyszłam lżejsza o jakieś pierdyliard kilogramów. A później w szlafroku zaległam na łóżku i to było takie miłe. Czarna kawa i orzechy nerkowca uzupełniły to, co wczoraj zastąpił alkohol. A później zaczęłam przeglądać Fejsbuki i inne duperele. I wieczór nabrał sensu.

Tak, są obowiązkowe selfies. Te rozanielone spojrzenia, te rozlane uśmiechy…

Boże, zaczynam się uczyć! Bo weekend znów gdzieś minie i co będzie?..

192

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s