Zapomniał wół jak cielęciem był

Od zawsze było spięcie na linii ja-mama. To przykre, bo lepiej byłoby czuć od niej bezpośrednie wsparcie, a nie samą krytykę. Mówi się, że krytyka jest twórcza, ale nie ta, kiedy widzę w oczach mojej mamy.. Właściwie nic nie widzę, bo patrzy na mnie tak, jakbym była kimś obcym.

Jedyne, co zawsze się dla niej liczyło to kontrola. Kontrola podstawą zaufania, którego nigdy nie było. Ani z jej strony, ani z mojej strony. Zawsze musiałam się tłumaczyć, z najmniejszego wyjścia do sklepu robiła wielką sprawę. Jakby myślała, że spowiadając się jej ze wszystkiego uzyska kontrolę nad moim życiem.

Wróciłam do domu po pierwszym roku studiów i miałam tyle do opowiedzenia. Co widziałam, kogo poznałam, z kim się spotykam. Chciałam jej wszystko opowiedzieć, ale jej to nie interesowało. Była zła, że nie uzgodniłam z nią wyjazdu do Kazimierza, późniejszego wyjazdu do Warszawy, tego, że nie chcę mieszkać w akademiku. Była zadowolona, kiedy posprzątałam, kiedy zrobiłam pranie, kiedy mogła spać całe dnie.

Idąc dziś do lekarza po skierowanie na badanie krwi musiałam się wytłumaczyć, dlaczego. Zanim ugryzłam się w język odpowiedziałam, że idę w piątek do ginekologa i chciałam wcześniej zrobić sobie kontrolną morfologię. Pojawiło się słowo na G, najstraszniejsze. Oprócz słowa na C(iąża) i S(eks). Nie odzywała się cały dzień. Zrobiło mi się przykro, nie sądziłam, że można się za coś takiego obrazić.

A wszystko bierze się z tego, że osądza mnie swoją miarką. Bo ona w moim wieku była już matką, mieszkała z moim ojcem i zawalała wszystko po kolei. A na prawdę lepiej by nam się żyło gdybyśmy ze sobą rozmawiały – gdybym mogła jej powiedzieć, że jestem szczęśliwa, że wszystko się układa, gdybym nie musiała robić takiego sekretu z tabletek anty po które idę, gdybym nie musiała się tak bardzo starać, żeby mnie jakkolwiek doceniła. Nie chce mi się już starać. Nie mam ochoty.

I w całym swoim szczęściu – posmutniałam. A przecież 300 kilometrów dalej jest człowiek, który na mnie czeka, jest ładna pogoda, jestem młoda. Tak, smutnieję siedząc w domu.

Chcę już wracać do Warszawy. Nie chcę tu dłużej być. Nie chcę być smutna.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s