I’m coming home…

Wracam do Warszawy. Można powiedzieć, że NARESZCIE.

Z rodzicami zamieniłam dosłownie parę zdań. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że mama nie odzywa się do mnie od momentu, kiedy jasno i wyraźnie jej powiedziałam, że spotykam się z Patrykiem. Kontynuuje więc tego focha tyle, ile może. Ojciec stara się nawiązać ze mną kontakt, ale im bardziej drąży niektóre tematy tym bardziej wyprowadza mnie z równowagi. Bo nigdy go nie interesowałam, no chyba, że szukał kogoś, z kogo mógłby się do woli ponaśmiewać. Teraz zebrało mu się na życiowe rozmowy, które nie są wolne od wszelkich przytyków o tym jak bardzo moje życie jest bezcelowe i bezsensowne. Mama za to miała sporo czasu na zwrócenie mi dwóch uwag, skrytykowanie mnie i posłanie mi kilkunastu karcących, wg niej, spojrzeń. I na tym skończyły się radosne święta z moją rodziną.

Jedyne co to to, że spędziłam trochę (zawsze za mało w moim mniemaniu) czasu z dziadkiem. Widzę, jak bardzo jest chory i jak bardzo ta choroba się poszerza. Zmienił się w te 2 miesiące, kiedy się nie widzieliśmy i to mnie przeraża. I smuci mnie, że mama ma na niego wyjebane (inaczej się tego nie da określić). A on się tak stara, żeby była zawsze zadowolona…

Suma summarum, wyjeżdżam z domu smutna, podłamana i z brakiem chęci do czegokolwiek. Chyba nie tak powinien działać na człowieka ten czas…

28d01d40608e159623aa6ea8478e46fd_original

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s