1 listopada – dźwięki braku

Moja babcia umarła 3 lata temu. Kilkanaście lat temu wyprowadziła się razem z dziadkiem ze wsi, na której się wychowałam.

Pamiętałam tamto miejsce jako mistyczną krainę szczęścia. Duży dom, wiejskie zabudowania, ogród, sad, olbrzymie podwórko. Dookoła drzewa, rozległe tereny… Podjeżdżając samochodem pod bramę zdałam sobie sprawę, że nic nie było tak duże – to ja byłam mała. Brama nie stanowiła problemu nie do przeskoczenia, wjazd też nie był już taki szeroki. Za to skobelek przy zamknięciu brzmiał tak samo – to spowodowało mieszane uczucia, wiecie jakie? Takie, kiedy przypomina się coś, co kiedyś bardzo się kochało, później się zapomniało i teraz, po konfrontacji, chciałoby się to coś mieć od nowa cały czas.

Wszystko było zarośnięte, w nieładzie. Liście na liściach, trawa w wielu miejscach była na tyle długa, że zaginała się. Drewniane budynki zaczęły obrastać mchem, z jednej strony położył się siatkowy płot, a z przejścia do sadu odpadła jedna sztacheta.

Dom był zamknięty – wiadomo, to już czyjaś własność, nie dziwne, że zamknął, ale przez okna było widać wszystko to, czego się bałam. Wszystko zostało tak jak to pamiętałam. Meble, kanapa w kuchni, nawet obrus na stole był ten sam, a na nim stała cukierniczka wypełniona do połowy. Na ścianie wisiała doniczka z uschniętą paprotką.

Któryś z sąsiadów zapalił ładny znicz na schodach przed domem. Był świeży, bo ledwo zapalony, jakby ktoś był tuż przede mną i zdążył odejść tuż przed moim przyjazdem.

Ale nie to zakłuło najmocniej. Najmocniej zakłuł dźwięk bramki. Tej samej, przez którą przechodziłyśmy dziesiątki tysięcy razy. Tej samej, przez którą przejeżdżałam swoim rowerkiem. Tej samej, przez którą przechodziłam ostatni raz, po ostatnich wakacjach na wsi, kiedy jeszcze nie wiedziałam, że babcia była tak chora, kiedy nie wiedziałam, że się wyprowadzają.

Poczułam, czym jest tęsknota. To nie bezsensowne mówienie, że się tęskni, bo nie ma z kim pogadać, bo nie ma z kim wypić herbaty czy zjeść pysznego ciastka. To to uczucie, kiedy brak obecności tej jednej osoby i nigdy się tak nie czułam. Zabolało bardziej, niż kiedykolwiek mogłabym się spodziewać. Bo od tamtego momentu czegoś we mnie zabrakło, jakby ten jeden dźwięk wyrwał ze mnie zbyt wiele na jeden raz.

Powstrzymywałam łzy, może to patetyczne. Ale to były pierwsze łzy, które pojawiły się we mnie od pogrzebu babci.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s