Wielkanoc u Państwa Rodziców

Wielkanoc w tym roku zaczęła się od tego, że spięłyśmy się z mamą na tyle, że nie pojechałam do domu.

W piątek wieczorem byliśmy psim pogotowiem. Pies koleżanki poważnie zachorował i byliśmy jedynymi osobami, które mogły jej pomóc. Więc po północy woziliśmy próbki krwi do laboratorium, głaskaliśmy pieska, który bardzo cierpiał i czekaliśmy na wyniki. Koło pierwszej wyniki przyszły – silny stan zapalny w brzuchu. Na sygnale jechaliśmy na usg do Legionowa. W Legionowie okazało się, że piesek ma raka z przerzutami, guz pękł i zalał cały brzuch krwią. Piesek był umierający. Po godzinie Ula (właścicielka Miśka) podjęła decyzję – usypiamy. Misiek został wsadzony do samochodu, owinięty kocem i przewieziony do Kobyłki. Zabraliśmy łopaty i pojechaliśmy do lasu. Wydawało się, że nikogo w nim nie ma – a jednak. Wjechaliśmy w ślepy zaułek, zapaliliśmy sobie w Peugote światła i zaczęliśmy kopać. 4 w nocy, środek lasu pod Wołominem, 3 dorosłe osoby kopią dół. Nagle 200 metrów dalej zapaliło się światło samochodu. Gasimy nasze, udajemy, że nas nie ma. Teoretycznie zakopanie pieska, a tym bardziej w państwowym lesie jest zabronione. Światła się zbliżały, my nie do końca wiemy, co robić. Samochód skręcił w naszą stronę i okazało się, że to nikt inny jak policja, która ucinała sobie na służbie drzemkę. Gdybyście słyszeli ich ton głosu i widzieli ich postawę, kiedy wysiedli z samochodu, zobaczyli nas, łopaty i dół to pęklibyście ze śmiechu. Po krótkim wytłumaczeniu panowie porzucili trop Młodych Wilków z Wołomina zakopujących zwłoki i odjechali, a my zakopaliśmy Miśka.

Ale, miało być o wielkanocy.

Nie pojechałam do domu. Patryk zapytał się swojej mamy czy nie przeszkadzało by jej gdybym przyjechała do nich i zachwycony swoim pomysłem powiedział mi w sobotę, że jedziemy do jego rodziców. I wiecie co? Było przemiło. Jego rodzice są tacy wyluzowani i jednocześnie zorganizowani. Nic nie jest kłopotem, bo wszystko da się ogarnąć. Przez 3 dni piliśmy, jedliśmy, rozmawialiśmy. Była z nami też jakaś rodzina mamy Patryka. Ogólnie to był harmider, śmiech i radość. Usłyszałam wiele miłych, pokrzepiających rzeczy. Poczułam się jak hm rodzina, mimo tego, że nią nie jestem.

Powiem tak – to była wielkanoc jedyna w swoim rodzaju i mam nadzieję, że nawet jeśli (tak jak ja) nie wierzycie w te wszystkie abra kadabra ze zmartwychwstaniem to atmosfera tego wolnego zawsze powinna byc taka, jakiej doświadczyłam w tym roku🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s