hot for sadness and sorrow

Kończą się wakacje. Za kilka dni ulice utoną w tłumie uczniów.

Tak, to czas na podsumowanie moich wakacji.

Po tym, co życie zaserwowało mi w pierwszych kilku miesiącach tego roku, patrzyłam przed siebie z uśmiechem – w końcu wakacje wynagrodzą upadki, których doświadczyłam. Nie poszłam do pracy stwierdzając, że to pozwoli nam (Patrykowi i mi) na spędzenie czasu w warszawskim słońcu. Nad Wisłą, na Starym Mieście, w naszej okolicy. W planach było odwiedzenie wszystkich miejsc, które są dla nas szczególne – bar U Marcinka, nadwiślańskie plaże, biuro greenpeace i wszystkie inne miejsca, które moglibyśmy zwiedzić. Ponadto mieliśmy iść do Hangaru 646, na basen i w wiele innych miejsc, które są stworzone do tego, żeby w nich przebywać w wakacje.

Pogoda dopisała niejednokrotnie. W niektórych momentach nie mogłam się nadziwić jak bardzo druga połowa roku wygrywa – zero chmurek, lekki wiatr i słońce od rana do wieczora.

Nie poszliśmy na Stare Miasto, nie wylegiwaliśmy się na plaży, a moje nogi są dalej w takim samym kolorze w jakim były w marcu. Nasza rocznica przeszła niezauważona w burzy kłótni, które pojawiły się tamtego dnia. Nie byliśmy na basenie. Wakacje spędziliśmy w domu. Zamknięci w czterech ścianach. Brzmi dobrze, bo pewnie było od cholery seksu? Nie, nie było. W tym departamencie też wielokrotnie świeciło słońce, ale nikt się nie opalał (if u follow).

Moje pół urodziny  (jakkolwiek dziecinnie to brzmi) też nie poszły najlepiej. Właściwie to nie poszły w ogóle. Patryk nie pamiętał, spędziliśmy cały weekend u jego rodziców. Nie to, że ich nie lubię – uwielbiam ich, ale nie w nadmiarze jakiego doświadczam w tym roku. Wracając do tematu – dziś co prawda dostałam od niego słuchawki, które szczerze wielbię pod niebiosa. Można więc powiedzieć, że te 5 dni spóźnienia, cóż – pamiętał, a to się liczy.

Ale nic nie zmienia tego, że przez całe wakacje czekałam na to, aż któreś z wolnego poświęci nam. Tak się nie wydarzyło i jest mi przykro, bo to kolejne wakacje, których nie zapamiętam. Chociaż nie, te zostaną w mojej głowie jako „wakacje po aborcji”, „wakacje w domu”, „wakacje, w które mogłam pojechać do Chorwacji z rodzicami, ale liczyłam na to, ze mój chłopak poświęci mi trochę więcej czasu niż 5 minut przed wyjściem do pracy”.

Postanowienie? W następne wakacje zadbam o siebie. Kupię sobie tonę książek, pójdę do pracy na pół etatu, będę się opalać. Nie będę za to już nigdy czekać aż ktoś spełni moje pragnienia. Najwyraźniej tak musi być. Nie popełnię już tego błędu.

Czas na przygotowania do obrony. A później do wyjazdu do rodziców. Nie jestem pewna czy chcę jechać z Patrykiem. Niech chociaż koniec moich wakacji nie zawiera wczesnego wstawania i odgrywania wiernej kury domowej.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s