Podsumowanie 2016 (będzie długo)

Za tydzień święta, czujecie to? Te wszystkie wypieki, nerwówka dotycząca smaku barszczu i tego, że stłukł się talerz. Kolorowe światełka na choince i błyszczący papier prezentowy z kokardami. Wśród tych wszystkich emocji czas na zebranie tego, co działo się przez cały rok, zweryfikowanie zamiarów i bicie się w pierś.

Czas na podsumowanie mojego roku 2016.

Wróciłam do wpisu sprzed roku i powiem tak – chuj wielki i dwa bąbelki. Nie schudłam, nie mam krótszych włosów, zdecydowanie nie ogarnęłam się psychicznie. Z pracą też jakoś nie wyszło.

To był rok płaczu i zgrzytu zębami, rok przekleństw i zawodów, pełen strat i cierpień, które bynajmniej nie sprawiły, że stałam się silniejsza.

365 dni. Tyle wystarczy, żeby człowiek zmienił się w cień. Tyle wystarczy, żeby przestać być jedną osobą i stać się inną.

2016 rok to moja porażka i chyba o tym nie zapomnę.

***

Całość zdefiniowała ciąża i aborcja. Nie, nie będę się skarżyć, że było ciężko. Z nerwów i głodu nawet nie do końca pamiętam jak było. Mogę czytać tylko swoje wpisy z tamtych tygodni i ubolewać nad swoją głupotą – że dałam się tak załatwić.Niemniej jednak to właśnie tamte tygodnie sprawiły, że stałam się „nową osobą”. Zazwyczaj nowość kojarzyła mi się z czymś lśniącym, ładnym, zachęcającym. Cóż, ja re-definiuję to słowo.

Nowa ja to szara ja. Ja ze szczątkami swoich poglądów. Ja przemielona przez te 365 dni. Ja starająca się wstać mimo tego, że mam ochotę udusić się w uściskach kołdry. Ja próbująca się zabić i ja płacząca po kątach. Ja z dniami tak czarnymi, że nawet smoła nie wie już jak być czarna, bo ja jestem czarniejsza. Ja z takimi wahaniami nastroju, że nie mogę siebie samej znieść.

Ja w kuchni. Ja w sklepie. Ja na zajęciach. Ja leżąca, stojąca i klęcząca. Z zerowym libido, na tabletkach i z wiecznym pragnieniem alkoholu. Uzależniona od nie-chce-mi-się. Zatracona w wymyślaniu scenariuszy, w których wygrywam wszystko, w których błyszczę uśmiechem, w których nie jestem już smutna.

Ja doceniająca Patryka. Ja doceniana przez Patryka. Ja, idealna chujowa pani domu. Dzwoniąca do dziadka co sobotę i wysyłająca mamie jakieś durne maile – wszystko po to, by nikt się nie zorientował, że mam ochotę zniknąć.

Żyję w cieniu tej ciąży. Ona mnie zmieniła, tak jakby mnie wymazała i zostały tylko brzydkie smugi.

***

Skończyłam licencjat i poszłam dalej na studia po to, by dać sobie jeszcze czas. Nie wiem na co, ale w tamtym momencie potrzebowałam tego czasu. Nie doceniam tej edukacji, nie daję jej może należytej szansy, nie uważam, że należy jej się szacunek. A jednak codziennie rano wychodzę na zajęcia. Po to, by pokazać, że może nie jest ze mną jeszcze tak źle i że może jeszcze jakoś to będzie.

***

Odrzuciłam marzenia o pierścionku i o ślubie. Przykro mi się do tego przyznać, ale od jakiegoś czasu myślę o tym jak wyglądałoby moje życie, gdybym teraz odeszła i była znów singielką. Nie chodzi o to, że nie kocham Patryka. Kocham, czasem aż za bardzo; to boli. Bardziej chodzi o to, że nasze życie zwolniło. Już nie wychodzimy nigdzie, nie robimy jakiś rzeczy, a to mi nie pomaga. Weekendy spędzamy w domu albo u jego rodziców. Raz byli u nas znajomi – jego kolega z dziewczyną. Cóż mówić – upiłam się, ona też. Te pocałunki, które wymieniłyśmy w świetle telewizora były ożywcze. Jakby nagle do mojego krwiobiegu ktoś dodał jakąś substancję i sprawił, że przestałam widzieć w czerni i szarości. I to dało mi do myślenia najbardziej. I chyba dlatego powiedziałam Patrykowi, że nie wiem, co bym odpowiedziała gdyby teraz poprosił mnie o rękę. Bo wydaje mi się, że pojawiła by się odmowa transakcji zamiast akceptacji…

***

Podobno wszystko jest kwestią motywacji. Mam wstać rano i powiedzieć sobie „Today I will do things.” i faktycznie je robić (te things). Nawet jeśli jest brzydko. Nawet jeśli bardzo mi się nie chce. Nawet jeśli mam dużo innych rzeczy do zrobienia. Ale co wtedy, kiedy nie mam siły wstać?

Długo zastanawiałam się czego życzyłabym sobie w następnym roku. Było ciężko. Zdążyłam się popłakać i zjeść makaron, a na koniec dobiłam się maratonem z Bridget Jones i znów popłakałam.

W końcu wymyśliłam, ale nie wiem czy jest to mądre.

W 2017 roku chciałabym odzyskać szacunek do swojego życia. Chciałabym znów poczuć się sobą, a nie tymi smugami po gumce. To powinno wszystko rozwiązać.

***

Na koniec, bo było smutno, coś na uśmiech…

Ja z moim promotorem, który na instytutowe mikołajki przebrał się za Mikołaja.

15492403_1165097033611867_4527486799390797955_n

Nawet założyłam sukienkę, żeby było widać, że jestem dziewczyną 😉

Reklamy

2 myśli na temat “Podsumowanie 2016 (będzie długo)

  1. Jesteś fantastyczną osobą, uwielbiam Twoje wpisy. Każden jeden 🙂 Myślę, że oceniasz siebie tak surowo przez tę deprechę, która wisi nad Tobą już zdecydowanie za długo. Ja Ci w na Nowy Rok życzę, byś wyszła z cienia, przypomniała sobie, jaka jesteś zajebista i brała od życia to, na co zasługujesz. Bardzo mocno Cię ściskam i jeszcze raz powtórzę: jesteś dziewczyno świetna, przypomnij sobie o tym szybciutko!

    1. Nawet nie wiem, co odpisać, bo miło i przyjemnie 🙂 Dziękuję i ściskam no i życzę w Nowym Roku radości dla Ciebie, ale też braku mdłości no i żeby koteł nie zawodził. A najważniejsze dla Ciebie i Męża – radości i pozytywnego nastawienia, bo pewnie w wielu momentach się przyda 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s