Ulubione

Właściwie to co – już po świętach. Prezenty rozdane, Smoleńsk omówiony, a wszyscy są niezdrowo objedzeni. To chyba definicja powiedzenia „święta, święta i po świętach”. Jutro teoretycznie jeszcze drugi dzień fiesty na cześć Chrystusa, ale let’s face it – najważniejsza szopka została już odstawiona.

8-1.gif

Nie wiem jak u Was, ale w mojej rodzinie kultywuje się niezdrowy zwyczaj składania spersonalizowanych życzeń. Żadne tam „Wszystkiego dobrego nam wszystkim”, bo przecież byłoby za łatwo. Podejść trzeba do każdego, ułamać mu opłatek i odegrać najlepszą rolę roku przy składaniu życzeń. Można załatwić to na poważnie i życzyć rozmówcy sukcesów w konkretnym jego działaniu (ja dostałam wszędzie szybkiej obrony magisterki…). Są życzenia wytrychy – zdrowia, pieniędzy i spełnienia marzeń (niestety, wychodzi na to, że nikt nie troszczy się o moje marzenia – dalej życzyli mi szybkiej obrony, a przecież to dopiero w 2018!). Najbardziej jednak uwielbione przeze mnie są te niezręczne życzenia, pt. „Ostatni raz widzieliśmy się w tamtym roku na święta, nie wiem jak tam Twoje życie, więc będę Ci życzyć miłości, szczęścia i czego tam sobie zapragniesz tylko już skończmy ta farsę”.

Może ktoś powie, że nie doceniam polskich świąt – nieprawda! Ja na prawdę je lubię. Niekoniecznie z powodów religijnych, ale społecznych. Czy któregoś naukowca nie interesuje to, co dzieje się w umysłach polaków w Boże Narodzenie? Może to opary czerwonego barszczu, który OCZYWIŚCIE musiał się rozlać na białym obrusie?

Szczerze interesuje mnie to, co popycha nas do głębokich dysput na tematy skrajnie różne – polityka, religia, seks, znaczenie snów i problemy z pęcherzem u rasowych psów. Poczułam się dziwnie słuchając o tym, jak mój tato w wieku bardzo młodym wylał sobie na penisa gorącą kaszę manną – serniczek nagle przestał mi smakować, kiedy mój mózg przyswoił informację i dopasował do niej ilustrację. Temat ten wypłynął przy okazji omawiania problematyki uchodźców w Polsce i dalej nie jestem do końca pewna jak do tego doszło.

2563_6f2f.gif

Święta wyciągają z nas polskość. Nie zrozumcie mnie źle – ja kocham polskość, jest taka memogenna. Sama przecież jestem polką i wiem, że nie jestem wolna od przywar. Ocenianie innych, zawiść i dwulicowość podszyta głębokim januszem naszego pochodzenia – to wszystko z nas wychodzi już przy pierwszym daniu.

Trochę odskoczymy, ale delikatnie….

W tym roku czułam się (jak co roku z resztą, cóż za los) jak na festynie rodziny G. Moje dwie idealne kuzynki i ich równie idealni rodzice swoim szaleństwem i narcyzmem zabijają we mnie ludzkie instynkty. Mam ochotę rzucać w nich karpiem i kulkami z kapusty z grochem (człowiek, który wymyślił tą zmyślną potrawę musiał bardzo nienawidzić swojej rodziny) za każdym razem, kiedy zaczynają mówić.

Starsza kuzynka mieszka w Berlinie, gdzie studiuje i sypia ze swoim dobrze urodzonym amerykańskim chłopakiem. Często podróżują, ale najważniejsze, że są „w centrum terrorystycznych wydarzeń”. Ujmę to tak – gdyby za każdą wzmiankę o Berlinie dawano mi złotówkę to dałabym radę spłacić swój debet w pół godziny.

Młodsza kuzynka to wyrób na wzór Red Lipstick Monster – przerost formy nad treścią jeśli chodzi o makijaż. Wytrawna znawczyni żeglugi i narciarstwa, gitarzystka lokalnego zespołu rockowego. Gdy mówi – wszyscy muszą milczeć. Zawsze twierdziłam, że będzie z niej królowa gawiedzi.

Wujostwo, po czterdziestce, z dobrze prosperującą rodzinną firmą. Ciotka przerost ego rekompensuje sobie hodowlą rasowych piesków – każdy wygląda jakby spotkał się ze ścianą, a przynajmniej szklanymi drzwiami. Wujek, wiecznie czerwony od śmiechu i wiecznie zakrzyczany przez ciotkę, z serią opowieści o wyprawach na psie konkursy.

I znów – nie zrozumcie mnie źle – na prawdę ich lubię. Co święta w milczeniu obserwuję jak roztaczają wokół siebie atmosferę uwielbienia do nich samych. Przyćmiewają każdego. Podejrzewam, że nawet wynalazca penicyliny okazałaby się zbyt mało zajebisty w ich obecności.

3183_59c5.gif

Cóż pozostaje mi powiedzieć – moi rodzice nie reklamują mnie i brata w taki sposób, w jaki robi to wujostwo. Właściwie to nie jesteśmy reklamowani nigdy. Pamiętam jeden jedyny raz, kiedy moja mama próbowała przebić się przez tą szybę płytkości – dziś pokornie dostosowuje się do panujących tu standardów.

Każdego roku pierwszy dzień świąt wygląda trochę jak spotkanie zarządu firmy przy pierniczkach w lukrze – godzinami słuchamy o drewnie i kontrahentach z Islandii czy innej Kanady. A to wszystko przerywane jest odganianiem psów, które bezczelnie pakują się wszystkim na kolana w nadziei, że dosięgną swoimi płaskimi mordkami do bigosu.

***

Mam nadzieję, że spędzacie wolne w spokoju, z najbliższymi, z którymi utrzymujecie kontakt. Że się nie przejadacie, że macie luz i urlop. Ja znajduję się na krawędzi i widzę, że w kącikach ust pojawił mi się już jad zniecierpliwienia. Ale nie zrozumcie mnie źle – ja to na prawdę lubię!

1088_0c71.gif

Reklamy

Jedna myśl na temat “Ulubione

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s