Dzień czwarty–książka, która sprawia, że płaczesz

Totalnie “Love story” Segala. Kurde, książka ma ponad 80 stron, historia jest może nie banalna czy błaha, ale nie trąci też indywidualnością wśród innych jej pokroju. Co tam takiego jest? No nie wiem, może ta na prawdę ładna miłość bohaterów, a może ten koniec, który wszystko zniszczył? Nie wiem, ale wiem, że płakałam jak ogłupiała i nie do końca wiedziałam czemu.love_story

Reklamy

Kilka słów o pracy dorywczej

1010515_545299498864866_54414806_n

Pomimo średniej klasy dobrobytu, w jakim żyję ja i moja rodzina – dostaję 60 złotych miesięcznie. W oczach moich rodziców to wystarczająca kwota, która powinna wystarczyć mi na bytowanie przez następne 30 dni. Kino, cotygodniowy Newsweek, coś słodkiego, kosmetyki, jakaś bluzka, doładowanie do telefonu. Gdyby to podliczyć to wydatki znacznie przewyższają przewidziany budżet. Nie będę kłamać – dostaję pieniądze od dziadka i może nie jakoś wiele, ale stać mnie dzięki tej pomocy na to, co wcześniej wypisałam i nie muszę się martwić, że na koniec miesiąca będę się martwiła o to, że nie mam na “coś tam”.

Nie jest tanio. Wszystko jest cholernie drogie. Pomimo tego, że lubię zakupy to jednocześnie ich nienawidzę, bo drażni mnie to, że wszystko jest tak strasznie drogie, że ceny są maksymalnie wysokie i nadal rosną.

Pamiętam dyskusję na temat kieszonkowego i próśb o 40 złotych więcej. Prośby spłynęły po rodzicach jak woda po kaczce i zdałam sobie sprawę, że sama muszę się za to zabrać.

W gimnazjum rozdawało się ulotki. Stanie w cieniu Urzędu Wojewódzkiego w Rzeszowie, centra handlowe, olbrzymie parkingi i wypracowywanie techniki wkładania kartek za wycieraczki. Spalone ramiona, nogi wychodzące (za przeproszeniem) z dupy po każdym dniu i 200 złotych po 2-3 dniach. Jak sobie o tym myślę to aż mi się coś przewraca, bo wtedy miałam tyle energii.. Fajnie.

W liceum nie było inaczej. Ulotki, sprzedaż książek na koniec roku niższym klasom –mój błąd: kasę za książki oddawałam rodzicom, bo twierdzili, że należy im się zwrot.. No to zostają ulotki. Kilka tygodni robiłam zakupy takiej jednej pani, ale w pewnym momencie zamieszkała z nią jej córka i dochód się uciął. Sprzedawanie w antykwariacie książek, bo przecież każdy ma takie, których nie lubi, a potrzeba miejsca na coś innego..

Pod koniec liceum znalazłam pracę przez Internet przy korekcie tekstów. Za stronę 15 złotych, dziennie poprawiałam 5-7, więc łatwo sobie policzyć. Praca łatwa, miła i przyjemna, a dochodowa. Do dziś to robię i jest na prawdę spoko.

Poprzednio pisałam, że lekką ręką wydałam kasę na przygotowania do wyjazdu do Chorwacji. Nie napisałam, że żeby wydać, najpierw przywdziałam seksowne wdzianko misia i biegałam w nim od 10 do 19 po rzeszowskim centrum handlowym (jednym z wielu). Można powiedzieć – pochodziła, powymachiwała łapami, porobiła z siebie idiotę, poprzytulała dzieci i dostała 100 złotych. Owszem, brzmi prosto. Ale pochodź w mocno grzejącym kostiumie misia 9 godzin to pogadamy. A ja chodziłam 3 dni (jakaś promocja była..) więc jak ostatniego dnia zdjęłam to wszystko z siebie to nie wiedziałam, co mam zrobić z radości – opuściłam futerkowe i bardzo ciepłe wnętrze misia!

Rzecz w tym, że żadne pieniądze nie przychodzą bardzo łatwo. Trzeba się zaangażować. A że ja lubię się zaangażować (pomimo całego mojego lenistwa) to mogę sobie pozwolić na to, żeby kupić sobie coś ładnego, kupić sobie jedną gazetę więcej czy wydać na telefon 10 złotych więcej. Jestem w stanie pojechać do kina, po czym bez wyrzutów sumienia iść do McKwaczora i kupić zestaw dla mnie i brata, a w drodze powrotnej zatankować mamie samochód.

By na koniec dnia nie prosić nikogo po pożyczkę.

Nie wiem, jak będzie na studiach. Może być tak, że będę musiała zrezygnować z beztroskiego biegania po kinach czy kupowania sobie “jeszcze jednej koszulki”. Prawdopodobnie (jeśli się dostanę) będę oszczędzać każdy grosz i próbować się usamodzielnić, bo ile można żyć na garnuszku rodziców. Ale wiem jedno – jestem dumna z tego, że mnie stać. Że potrafiłam się tak zakręcić, żeby nie prosić o dodatkowe pieniądze i nie słuchać żalów rodziców, że znów coś chcę. Jestem w stanie zaspokoić swoje 19-letnie potrzeby, te dodatkowe i wiem, że nie każdy tak może i nie każdy tak ma. Ja mam i zrobiłam to sama.

Jest mi z tym cholernie dobrze. Przecież wiadomo, że satysfakcja to jedno z lepiej działających lekarstw.

Dzień trzeci–książka, która sprawia, że śmiejesz się na głos

Zdecydowanie “Dynastia Miziołków”! No chyba nie ma innej. Może oprócz “LO story”, ale o tym kiedy indziej. Trzeba przyznać, że nie jestem wybredna – miziołkowy humor kładzie mnie na łopatki już po pierwszych kilku stronach.

Pewnie dlatego posiadam swój egzemplarz i cieszę się nim, kiedy tylko mogę.

dynastia

Nie oszukujmy się, czyli się nie oszukujmy no!

 

Przełknęłam kilka ciężkich dyskusji na temat mojego braku samodzielności (tak, właśnie tak – oni na prawdę tak myślą!), zdarłam sobie gardło próbując ich przekrzyczeć, wykorzystałam każdy pokład inteligencji jaki w sobie mam i zgodziłam się na wyjazd za granicę. (Wiem, jestem niewdzięczna) Zdążyłam sobie już kupić nowy strój kąpielowy, co jest na prawdę sporym wyczynem, bo jak się ma małe cycki i zbyt duży obwód bioder to jest ciężko. Kupiłam wszystkie możliwe kremy do opalania, do chłodzenia, klapki w kilku kolorach (nie oszukujmy się #1– i tak będę chodziła tylko w tych szarych z Auchan). Poinformowałam wszystkich dookoła, że jedziemy i że będę wypoczywać niczym monakijska księżniczka. Załatwiłam opiekę dla rybki (bo jeszcze by wypłynęła z głodu i braku tlenu przez te 10 dni). Zaczęłam nawet myśleć jakie ciuchy i w co zapakuję, a tu nagle przyszedł 23 czerwca, 5 dni przed ogłoszeniem wyników matur (dygot, spocone ręce, bezsenne noce) i zdałam sobie sprawę, że.. NIE MOGĘ JECHAĆ!!

Cenię sobie edukację. Może po moich ocenach nie zawsze było to widać, bo wyznaję raczej liberalne podejście do nauki, ale tak – cenię edukację, a tym bardziej edukację kobiet. Kobieta powinna dużo wiedzieć i powinna być wszechstronna. Dlatego jestem za pomysłem mojego pójścia na studia, które niestety, ale wchodzi w paradę mojemu wyjazdowi za granicę w te wakacje.

Wpisowe uszczupliło domowy budżet. No cóż, wydałam lekka ręką sporo kasy w ciągu kilku dni, a pan w okienku banku patrzył na mnie jak na szaloną, kiedy podawałam mu kolejne blankiety z poleceniem przelewu. Stwierdził, że pomogłam mu w decyzji o nieposiadaniu dzieci, bo to “kosztowna zabawa”. Tu się zgadzam. Dzieci to kosztowna zabawa, więc jeśli kogoś nie stać to lepiej przed wydać kasę na dobre gumki (generalizuję – proszę się nie oburzać!) niż później zepsuć skąpstwem życie hipotetycznemu dziecku. Ale powracając do meritum..

Zawsze, czyli od 2 lat (fest..), firma ojca miała urlop na początku sierpnia i właśnie wtedy jechaliśmy za granicę. W tym roku trochę wszystko się pospieszyło i już 22 lipca wyjeżdżamy. To znaczy, oni jadą, bo ja nie przewiduję swojego wyjazdu od jakiś.. 20 minut.

Okazało się, że o ile rekrutacja w Krakowie i Rzeszowie kończy się stosunkowo wcześnie i że miałabym szansę być na wszystkich naborach (nie oszukujmy się #2: mam poważne obawy co do wyników mojej matury..), to Uniwersytet Warszawski rozłożył rekrutację na cały lipiec i tu mnie cholera strzela! Bo i ile na pierwszym naborze będę, na drugim też, to na ewentualnych pozostałych nie będę. Co więcej, jeśli dostałabym się przy drugim naborze (nie oszukujmy się #3: Warszawa to marzenie) to nie będę miała szansy potwierdzić swojego miejsca, bo będę wtedy w drodze na słoneczne wybrzeże Chorwacji. NO I?! Co teraz?

Moja mama wyglądała jakby trafił ją piorun: No tato na pewno nie zmieni terminu urlopu! No przepraszam – a czy ja zmienię termin rekrutacji na Warszawskim?! No chyba nie, więc nie do mnie te żale.

W ten sposób najprawdopodobniej nigdzie nie jadę (nie oszukujmy się #4: głupio wydałam masę kasy na przygotowania do wyjazdu). Nie wiem już czy się cieszyć czy nie, bo wszystko jest takie zagmatwane.

A tymczasem – już 28 czerwca od godziny 8.00 do 15.00 w wyznaczonych salach absolwenci II LO w Zadupiu mogą odebrać świadectwa dojrzałości. A moje nogi się trzęsą i przypomina mi się tylko ta sterta błędów, które zrobiłam we wszystkich możliwych wypracowaniach na maturze!

-A weź mi nawet nie mów. Całą noc będę klikała “Odśwież” i piła kawę z termosu.

-Myślisz, że mogę do ciebie przyjść i klikać z tobą?

-Myślę, że lepiej dostać fioła przy klikaniu z tobą niż w towarzystwie mojego psa.

Dzień drugi– książka, której nie lubię

Po prostu nienawidzę. Te opisy, cała ta historia.. O matko! Od ręki mogę wymienić z dwa lepsze “dzieła” Orzeszkowej od tej nadniemeńskiej nudy.. Nie przebrnęłam, nie dałam rady. Ale ze “sprawdzianu z lektury” miałam 4.

Nad-Niemnem_lona

Dzień pierwszy–Ulubiona książka

Zdecydowanie pierwsza część Harry’ego Pottera. Ze względu na to, że jest tak magiczna, że nie mogę się powstrzymać, żeby nie czytać jej po kilka razy w roku.

Harry-potter-i-kamień-filozoficzny

Całe to “wyzwanie”.. Chcę sprawdzić, czy jestem w stanie zmusić się do na prawdę systematycznego robienia czegoś. Bez wymówek, bez wymyślania, bez odkładania. A wyzwanie na 30 dni z książkami jest w sam raz.

42 świeczki na torcie

Wszystkiego najlepszego dla naszego Świętego Mikołaja z “Listów do M.”, który kończy dziś 42 lata!

images

– Wesołych świąt

– A pocałuj mnie w dupę.