Viking god of sexy

Długie, pomaturalne wakacje zioną nudą. Serio. A może tylko dla mnie. Inni poszli do pracy albo gdzieś wychodzą. Ja czytam. I oglądam. Dużo. Seriale i filmy. Łącze domowe jest cały czas przeze mnie zablokowane, czym bynajmniej nie budzę sympatii wśród innych członków rodziny. Ale czy to moja wina, że wakacyjna nuda pchnęła mnie w objęcia 5 sezonów “True blood”, które zapragnęłam obejrzeć jeszcze raz?

“True blood”, czyli jak przekonać mnie, że nie każdy amerykański serial jest pusty, bez wyobraźni czy zwykłego realizmu. Nie ma tu błyszczących, ogromnych powierzchni, porażających odbiorcy swoim perfekcjonizmem. Postacie są ok, w sensie, że nie są przerysowane. Lafayette rozśmiesza swoimi gestami dokładnie w tych momentach, kiedy jestem rozdrażniona irracjonalnym zachowaniem głupiutkiego Hoyta.

Z sezonu na sezon, “True blood” zyskuje na jakości. Historie bohaterów są dopracowane, sami bohaterowie są dopracowani.

W każdym serialu mam swój ulubiony sezon. To nieodłączny element mojego pochłaniania wyreżyserowanego życia. W przypadku “True blood” moje ulubienie przypada na sezon 4, w którym Eric jest tak mocno wyjebany w kosmos, że nie da się go nie lubić. A propo Erica – czy to dozwolone, żeby mężczyzna był tak fajnie wysoki i miał tak bardzo ładne uszy?..

Co kręci w “True blood”? Muzyka. Charakter serialu. Jego klimat. I Eric. Bez niego nie byłoby tak jak jest.

55288-20100717112637

“7 czerwca”

 

Kiedy spotykałam się z Bartkiem (antyczna historia) to właściwie za każdym razem coś oglądaliśmy. Jak nie od nowa “Skazanego na śmierć” to dziesiątki filmów. Do kina też chodziliśmy często. Właśnie stąd wzięła się moja na pół prywatna lista “7 czerwca”, w której zamieszczam te filmy, które obejrzałam przez ostatni rok, licząc od 7 czerwca roku ubiegłego.

Filmwebowe konto pęka w szwach. Ustawiając filtr na “Filmy obejrzane w ciągu ostatniego roku” wyświetla mi się 17 stron po 20 filmów na każdej, czyli 320! Nie wypisuję wszystkich – tylko te, które jakoś bardziej zapadły mi w pamięć. Przecież nie każdy film jest trafiony.. Kolejność nie ma znaczenia.

  • Wyspa tajemnic USA
  • Due Date USA
  • Ciekawy przypadek Benjamina Buttona USA
  • Pachnidło: Historia mordercy F
  • Wywiad z wampirem USA
  • Amelia F
  • Duma i uprzedzenie F
  • Adwokat diabła D
  • Księżna F
  • Czarny łabędź USA
  • Wierny ogrodnik TJ
  • Jane Eyre USA
  • Dom zły PL
  • Niebezpieczna metoda CDN
  • Pokuta F
  • Róża PL
  • Współlokatorka USA
  • Anna Karenina (ta najnowsza) GB
  • Sierociniec E
  • Nietykalni F
  • Savages: Poza bezprawiem USA
  • Nic śmiesznego PL
  • Pokłosie PL
  • Kolekcjoner kości USA
  • Wrota do piekieł USA
  • Wstyd GB
  • Kochanice króla USA
  • One day USA
  • Django USA
  • Lęk wysokości PL
  • Senność PL
  • Ogród Luizy PL
  • Żelazna dama F
  • Nie opuszczaj mnie USA
  • Uwikłanie PL
  • Drogówka PL
  • Katyń PL
  • Rewers PL
  • Wesele PL
  • Odlot F
  • Internat IRL
  • Cisza PL
  • Dziewczyna z tatuażem D
  • Charlie USA
  • Jak zostać królem AUS
  • Trylogia Millennium DK
  • Panaceum USA
  • Królowa F
  • Rozstania i powroty USA
  • Drive USA
  • Chrzest PL
  • Sherlock Holmes: Gra cieni USA
  • Studentki F
  • Wielki Gatsby AUS
  • Wszystko, co kocham PL
  • Córka mojego kumpla USA

W tym momencie zaczynam się zastanawiać nad swoimi wynikami z matury. Bo przecież to tylko te filmy, które mi się podobały. A obejrzałam ponad 300… Eh, powodzenia, Ina, w dostaniu się na studia.Szeroki uśmiech

Co by tu ze sobą wyczynić

64

Zostałam zapytana przedwczoraj, co ostatnio zrobiłam nieprzewidzianego, całkiem od bani, niezaplanowanego i niezapowiedzianego. Cóż, odpowiedź brzmi – zrobiłam to dziś. Wracając do od Dziadka wsiadłam w pierwszy lepszy autobus z 7 złotymi w portfelu i kartą bankomatową, pojechałam do Rzeszowa i wpieprzyłam cały zestaw Happy Meal. Dostałam fajną zabawkę.Szeroki uśmiech

Duchy, dementorzy, mandragory i tajemnicze jaskinie

Mając 3 lata potrafiłam czytać. I nie jakoś źle – jak na dziecko, które późno zaczęło mówić – czytałam niesamowicie dobrze. Najlepszym świadectwem na to jest, że mając 5 lat przeczytałam sama “Kubusia Puchatka” i trzeba przyznać – byłam z tego faktu cholernie dumna!

Nie wiem, jak uchowałam się przed ekranizacją pierwszej części Harrego Pottera. Może to przez moją wszystko kontrolującą, młodą i strasznie skupioną na karierze matkę, która nie miała ani siły ani ochoty na zabranie mnie do kina. A może przez to, że zawsze byłam odludkiem.

Z Potterem zaznajomiła mnie moja chrzestna. Na Dzień Dziecka dostałam pierwszą część i pochłonęłam ją w dwa dni (szkoła, jak zawsze, na przeciw czytaniu..). Trzeba przyznać, że się wciągnęłam. I to jak! Mieszkaliśmy wtedy w Warszawie, w ładnych blokach na uboczu centrum miasta. Zieleń, ptaszki, pan ochroniarz, podziemny parking. Na tamte czasy to było coś – teraz to już podstawa. Pamiętam, że pod koniec czerwca podszedł do naszego balkonu i miło się zaśmiał, że jego córka też przesiaduje nad tymi książkami pół życia. Nie pamiętam, po raz który wtedy czytałam tą pierwszą część, ale ją znam najlepiej. Każdy szczegół, większość dialogów..

Nie wiem jak to się stało, że nigdy nie kupiłam sobie drugiej części. Ją chyba znam najsłabiej. Bo reszta nie stanowi zagadki. Mogę z detalami opowiedzieć fabułę 3, 4, 5, 6 i 7 części, wtrącając dygresje na ten czy inny temat. Filmy też są na tyle ogarnięte, że te na kasetach VHS już nie działają, a płyty zazwyczaj są na tyle porysowane, że gdyby nie kinomaniak to nie miałabym jak obejrzeć przygód mojej ulubionej trójki.

Z żalem powitałam na półce ostatnią część. Bo była ostatnia. I jakaś taka,, nie potterowa. Brakowało jej magii, mimo tego, że była jej pełna. Brakowało jej wyobraźni, mimo, że człowiek bez niej wielu rzeczy by nie zrozumiał w tej części. Coś w Insygniach Śmierci od początku mi się nie podobało. Czytałam je prawie 2 tygodnie, a kiedy skończyłam – doszłam do wniosku, że żałuję, że razem z Voldemortem nie umarł Harry. Może wtedy Harry Potter stałby się bardziej potterowy. Może wtedy powiedziałabym, że seria skończyła się tak, jak powinna. Że zakończenie nie było typowym happy endem z watą cukrową na tęczowym patyczku..

Może to ten potterowy styl, a może kolejna rzecz łącząca mnie z moją ukochaną Warszawą sprawia, że od 11 lat czytam nieprzerwanie książki Rowling, oglądam ich ekranizacje i nadal jestem zaczarowana. Pod wrażeniem ich inteligencji, nie mogę się powstrzymać przed ponownym zanurzeniem w ten świat.

Perfekcyjnie ilustruje to fakt mojego 3-letniego oczekiwania na 11 urodziny. Można sobie wyobrazić jak bardzo byłam zawiedziona, kiedy nie przyleciała do mnie sowa z listem zapraszającym do Hogwartu. Ale nawet to przeżycie nie skreśliło w moich oczach tych książek. Bądź co bądź – to jedyna fantastyka, którą jestem w stanie znieść..!